Diane, 24 lutego, godzina 11:30. Wjeżdżam do Twin Peaks. 8 km na południe od granicy kanadyjskiej, 19 na zachód od granicy stanu. Po raz pierwszy widzę tyle drzew...
To jedna z początkowych scen pierwszego odcinka. Zaczyna się stereotypowo: w małym miasteczku na północy Stanów Zjednoczonych odnaleziono martwą dziewczynę. To miejscowa licealistka, Laura Palmer. Do rozwiązania tej sprawy FBI wysyła agenta – sympatycznego, ale mocno ekscentrycznego Dale'a Coopera, który od razu znalazł wspólny język z równie sympatycznymi jak on mieszkańcami Twin Peaks. Okazuje się, że ta sympatia to tylko fasada...
Miasteczko Twin Peaks zyskało tak gigantyczną popularność, bo było nowością na tle reszty telewizyjnych produkcji. Zanurzone w popkulturze początków lat dziewięćdziesiątych świetnie wykrzywiało konwencję romantycznego serialu młodzieżowego, dodając do niego elementy horroru, thrillera i science fiction - pisaliśmy kilka lat temu, zastanawiając się, czy nowe odcinki (premiera odbyła się w 2017) wypalą. I sugerując, że raczej nie. Dopiero później okazało się, że reżyser serii, David Lynch, zaskoczył wszystkich, praktycznie na nowo definiując pojęcie telewizyjnego serialu.
Nie po raz pierwszy! Emitowane na początku lat 90. Miasteczko Twin Peaks było tak nowatorskie, że na początku widzowie go nie kupili; serial cieszył się umiarkowaną popularnością. Na tyle umiarkowaną, że wyświetlająca go stacja ABC niejako wymusiła na Lynchu szybsze zakończenie całości. Reżyser wybrnął z tego doskonale, ale tego oczywiście nie będziemy wam zdradzać, bo pewnie nie wszyscy widzieli. W każdym razie Miasteczko Twin Peaks było serialem tajemniczym, pełnym niedopowiedzeń, nierozwiązanych wątków i wyjątkowego klimatu. Wtedy, w latach 90., nie czuło się go jeszcze aż tak mocno, ale dziś seans jest cudownie nostalgicznym doświadczeniem.
Jego twórcy, David Lynch i Mark Frost, umieli w niestandardowy marketing. Chociażby to hasło: Like every town you've ever seen. And no place you've ever known... W tym jest zawarty cały sens serialu. Ma być taka sceneria, jaką wszyscy znacie, ale jednocześnie musi dziać się tam coś, o czym nie mieliście pojęcia. Trochę w myśl zasady: najbardziej boimy się nie duchów ani wampirów, ale tego, co może być u sąsiada za ścianą. Co jeszcze? Lynch i Frost czuli, że musimy po prostu lubić bohaterów. I że muszą znaleźć się tam sceny, o których będą mówić wszyscy. Plus ikonografia: sowy, las, tablica wjazdowa do Twin Peaks, kawa, placek, jeansowa katana Boba...
To się ogląda rewelacyjnie do dzisiaj. Nawet pomimo tego, że sezon 1. jest zwarty i emocjonujący, ale już sezon 2. ma trochę przestojów. Ale urok tkwi tu i w fabule, i w niesamowitym napięciu (praktycznie cały czas czuje się, że pod fasadą tego miasteczka kryje się coś złego – a kryje!), i wyjątkowych postaciach, absurdalnym humorze, ale i scenach, które są tak przerażające, że nawet teraz, po ponad 30 latach, zastanawiamy się, co musieli czuć widzowie, którzy oglądali to w telewizji po 20.00.

Nie ma lepszego momentu, żebyście odpalili sobie Miasteczko Twin Peaks. Zwłaszcza, że pogoda sprzyja; ten serial najlepiej ogląda się w jesiennej albo wczesnowiosennej szarudze. Agent Cooper wjechał do miasta, za chwilę napije się damn good coffee, zje ulubiony placek z wiśniami i zacznie rozwiązywać zagadkę. Bądźcie z nim. Zwłaszcza że to ten serial wybraliśmy naszym ulubionym w historii.
