asthma: Wierzę, że mrok nie może trwać wiecznie (ROZMOWA)

8. asthma 2025 fot. Marek Andrzejewski.jpeg
fot. Marek Andrzejewski

„Nie lubię robić rzeczy, w których czuję się całkowicie bezpiecznie, nie spełnia mnie to artystycznie” – wyznaje nam bielski raper, z którym porozmawialiśmy między innymi o jego tegorocznej płycie „Always Seek The Highest Mind Alive”, wychodzeniu ze strefy komfortu i tematach, które spowodowały, że zadrżała mu ręka podczas pisania.

Naszą pierwszą rozmowę odbyliśmy w 2022 roku, kilka tygodni po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Dziś sytuacja na świecie wydaje się jeszcze bardziej niepewna. Jak odnajdujesz się w tej rzeczywistości?

Chyba tak, jak każdy – jakoś muszę się w niej odnaleźć. Poświęcam się najbliższym i tworzeniu. Staram się zdrowo jeść, dbam o cerę, o ciało, o zdrowie i o duchowość. Słucham intuicji. Rozwijam się – zarówno zawodowo, jak i prywatnie — i dbam o relacje z ludźmi. Oczywiście śledzę to, co dzieje się na świecie. Czytam informacje, obserwuję wydarzenia. Żyjemy w brutalnej rzeczywistości i w bardzo wymagających czasach.

Czy dziwi mnie to, co dziś obserwujemy? Niestety nie. Jednocześnie jestem sercem ze wszystkimi ludźmi, których dotyka wojna i globalny kryzys humanitarny, którego jesteśmy świadkami. To bywa przykre i przygnębiające. W ostatnich latach miałem wiele momentów, kiedy byłem przytłoczony ilością informacji i ich wydźwiękiem. Fundamentalnie jednak staram się zachować spokój i nie pozwalać, by to wszystko odbierało mi sen. Dbam o to, by nie wpadać w panikę, będąc świadkiem tego, co dzieje się wokół nas.

Zaakceptowałeś rzeczywistość, którą obecnie mamy za oknem?

Mam wrażenie, że żyjemy w stanie przewlekłej niepewności – w ciągłym napięciu, strachu i wśród wizji katastrof, które nieustannie pojawiają się w przestrzeni publicznej. Pamiętam to poczucie właściwie od dzieciństwa: konsekwencje ataków na World Trade Center, wojnę w Iraku, początki globalnych kryzysów migracyjnych, okres zamachów terrorystycznych w Europie, atmosferę w Polsce po Smoleńsku, obie kadencje PiS-u, pandemię, wojny w Ukrainie, Palestynę, Kongo, Iran — i można by tak wymieniać dalej. Ta niepewność właściwie nie opuszcza nas ani na krok. Nie chcę być kimś, kto mówi, że trzeba po prostu zaakceptować świat takim, jaki jest, bo nie uważam, że to, co się dzieje, należy akceptować. Pytanie brzmi raczej: co realnie jesteśmy w stanie z tym zrobić — poza szerzeniem świadomości i działaniem na najbardziej organicznym, lokalnym poziomie, blisko siebie.

A co jesteśmy w stanie zrobić?

Dla mnie oznacza to próbę życia w kontakcie z samym sobą i z innymi ludźmi – ze świadomością, że jesteśmy od siebie zależni. Wszyscy pochodzimy z tego samego źródła, a nasza świadomość jest czymś nieskończonym. Powinna pomagać nam lepiej się rozumieć, a nie nienawidzić. Jednocześnie nigdy wcześniej nie byliśmy przystosowani do przetwarzania takiej ilości informacji. W świecie telefonów i mediów społecznościowych mamy dostęp do wszystkiego natychmiast. Widzimy nagrania z wojen na drugim końcu świata w czasie rzeczywistym, co powoduje ogromne przeciążenie umysłu. Staram się przez sztukę dawać kontrapunkt wobec tej rzeczywistości – tworzyć przestrzeń, w której można na chwilę emocjonalnie odetchnąć. I jednocześnie wierzę, że mrok nie może trwać wiecznie.

4. asthma 2025 fot. Marek Andrzejewski.jpeg
fot. Marek Andrzejewski

Kilka tygodni temu Donguralesko poprosił o wsparcie zbiórki dla potrzebujących z Ukrainy, za co spotkała go fala hejtu.

Mam poczucie, że osiągnęliśmy taki poziom polaryzacji, w którym tego typu reakcje są przewidywalne. Okazywanie wsparcia bywa przez część osób odbierane jako priorytetyzowanie innego państwa ponad naszym własnym. Rozumiem debatę publiczną i potrzebę dbania o bezpieczeństwo oraz własną kulturę i społeczeństwo, ale nie zgadzam się, by atakować osoby pomagające ofiarom wojen. Obronność Polski jest oczywiście sprawą fundamentalną i powinniśmy o niej rozmawiać świadomie. W dłuższej perspektywie nasze bezpieczeństwo wzrasta, gdy potrafimy działać razem, a nie przeciwko sobie.

Rozwiniesz?

Migracje od zawsze kształtowały społeczeństwa, zmieniały kultury i wpływały na bieg historii. Na poziomie administracyjnym powinniśmy podchodzić do nich odpowiedzialnie, uwzględniając realia. Nie możemy zapominać, że ludzie bardzo często migrują, ponieważ ich domy zostały wcześniej zniszczone. Konflikty zbrojne i eksploatacja ekonomiczna wymuszają migrację, niosąc konsekwencje dla całych społeczności. Są ci, którzy uciekają przed wojną i potrzebują schronienia, oraz ci, którzy szukają szansy na inne życie.

Oczywiście migracja wiąże się też z wyzwaniami i zagrożeniami, których nie można ignorować. Często skupiamy się na konfliktach narodowych, religijnych czy kulturowych, podczas gdy w rzeczywistości coraz częściej chodzi o dysproporcje społeczne i napięcia wynikające z faktu, że świat w dużej mierze działa pod interes wąskiej grupy ludzi, a dobro zwykłego człowieka znajduje się bardzo nisko na liście priorytetów. Wojny, których jesteśmy świadkami, są prowadzone przez systemy polityczne realizujące własne cele i interesy. Zamiast szukać winnych wśród najsłabszych, powinniśmy próbować zrozumieć szerszy kontekst oraz podejmować działania, które realnie pomagają chronić człowieka.

Uważasz, że ludzie mają dziś czas na zrozumienie szerszego kontekstu?

Nie wiem, czy ludzie mają dziś szansę na zrozumienie szerszego kontekstu, ale nie uważam, że wybór ignorancji jako komfortu zwalnia nas z odpowiedzialności indywidualnej czy społecznej. Żyjemy w intensywnym świecie, nieustannie przebodźcowani i zalewani informacjami. Nie każdy może poświęcić godziny na analizę sytuacji geopolitycznej czy ekonomicznej. Jednak moim zdaniem świadomość i uważność są kluczowe – pozwalają zachować równowagę, minimalizują ryzyko bycia manipulowanym i dają większą kontrolę nad własnym życiem.

3. asthma 2025 fot. Marek Andrzejewski.jpeg

Ty w pełni kontrolujesz swoje życie? Pytam o to, bo na nowej płycie momentami wydajesz się być zagubionym człowiekiem.

Kiedy wcześniej mówiłem o „większej kontroli nad własnym życiem”, miałem na myśli raczej samostanowienie — to, że dzięki świadomości i uważności jesteśmy w stanie odpowiedzialnie decydować o sobie i nie oddawać tego innym. Natomiast jeśli chodzi o kontrolę w dosłownym sensie, to szczerze mówiąc w ogóle nie mam potrzeby jej sprawować. Podążam za intuicją we wszystkim, co robię, zwłaszcza w kontekście twórczym i patrząc na swoje życie w długim dystansie. Myślę, że im człowiek więcej odpuszcza, tym więcej przyciąga. Staram się pielęgnować w sobie wdzięczność i pokorę oraz oddawać jak najwięcej za to, co mam.

Prawdziwa obecność pozwala człowiekowi czuć drogę bez potrzeby kontrolowania procesu. To nie jest błądzenie we mgle, raczej zaufanie temu, że kiedy jesteś naprawdę obecny, wiesz, co masz zrobić. Oczywiście, nieraz się zgubiłem i pewnie jeszcze nieraz się zgubię, bo nie jesteśmy idealni. Właśnie dlatego takie momenty pojawiają się też na płycie. Pracowałem nad nią cztery lata i chciałem, żeby ten obraz był pełen sprzeczności i niedoskonałości. Nigdy nie udawałem, że wszystko wiem i umiem. Kocham swoje życie również za to, że mogę popełniać błędy, uczyć się i ewoluować. Nie zawsze potrzebujemy harmonii – czasem potrzebujemy czegoś zupełnie odwrotnego, żeby zrozumieć jej wagę, i właśnie w tym widzę prawdziwą wartość doświadczenia.

Mówisz o tym przyciąganiu, a mnie ciekawi, co przyciągnęło cię do Wuja z EABS?

Myślę, że w przypadku każdego z producentów na tej płycie współpraca wydarzyła się naturalnie, ale z Pawłem połączyła nas przede wszystkim podobna wrażliwość i podejście do pracy twórczej. Oboje chcieliśmy wyjść poza strefę komfortu, nie tracąc przy tym organiczności – co nie było łatwe, ale możliwe dzięki naszej relacji osobistej. Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Podczas naszej znajomości udało nam się też współpracować z Katarzyną Krakowiak-Bałką w Muzeum Narodowym i stworzyć muzykę do obrazów Ingi Wójcik na wystawy w Warszawie, Wiedniu i Berlinie. Mamy też sporo wspólnych przemyśleń o sztuce, środowisku i bieżących wydarzeniach, co w dużym stopniu ukształtowało charakter albumu.

Co w twoim wypadku oznacza wyjście poza strefę komfortu? Pytam, bo odbieram cię jako artystę, który czerpie zewsząd i nie boi się wchodzić w różne światy.

Nie lubię robić rzeczy, w których czuję się całkowicie bezpiecznie,nie spełnia mnie to artystycznie. Kiedy coś zaczyna przychodzić zbyt łatwo, naturalnie pojawia się we mnie potrzeba szukania dalej, czy to w brzmieniu, sposobie opowiadania historii, czy w środkach wyrazu. Rozwój nie powinien być wygodny, jeśli celem jest pójście dalej.

Często staram się robić rzeczy, które nie przychodzą od pierwszej próby. Łączę to, co już dobrze rozumiem i umiem, z tym, co jest dla mnie nowe. Wydaje mi się, że artyści najciekawsze rzeczy tworzą właśnie poza strefą komfortu. Przy każdym projekcie myślę o nim jako o osobnej całości. Jednocześnie z każdym kolejnym wydaniem rośnie też bagaż doświadczeń i dyskografia, więc naturalnie pojawiają się pytania: czego jeszcze nie powiedziałem i co mogłoby być nowe albo niespodziewane — także w kontekście odbioru. Czasem chodzi o sposób użycia głosu, czasem o estetykę wizualną czy formę całego projektu. Myślę, że wynika to też z tego, że od zawsze fascynowały mnie rzeczy eklektyczne i wielogatunkowe. Słucham bardzo dużo różnej muzyki, a najciekawsze albumy to dla mnie takie, które stawiają pytania i pokazują szerokie spektrum możliwości artysty – nie tylko jego warsztat, ale też osobowość.

Z czego najwięcej czerpałeś pracując nad ostatnim albumem?

Zdecydowanie najwięcej czerpałem z tego, co działo się w moim życiu na bieżąco. Każda piosenka powstawała w konkretnym momencie i odzwierciedlała moją prywatną i artystyczną rzeczywistość oraz sposób, w jaki w tamtym czasie myślałem o świecie. Czerpałem zarówno z trudnych momentów i samotności, jak i ze szczęśliwych chwil i pięknych wspomnień. Najważniejsze było dla mnie, żeby emocje w utworach były autentyczne.

Podrzucisz jakieś linki?

Inspiracje muzyczne przychodziły od twórców, którzy towarzyszą mi od lat – Kanye West, Travis Scott, Playboi Carti, Tyler, The Creator — ale też mniej oczywistych, jak Lil Tecca, 070 Shake czy Larry June. Ważne były także sztuki wizualne i performans, współpraca z Katarzyną Krakowiak-Bałką oraz pisanie piosenek dla Rosalie., a także relacje z bliskimi artystami, np. z projektantem Bartkiem Michalcem i Kosim, które znacząco rozwijały mój proces twórczy. W pewnym sensie pozwoliłem też, żeby ta płyta mnie poprowadziła. Tytuł albumu „Always Seek The Highest Mind Alive” stał się dla mnie destynacją, a obecność była narzędziem dotarcia. Wszystkie te doświadczenia ukształtowały charakter projektu.

Drugi raz nawiązujesz do współpracy z Katarzyną Krakowiak-Bałką... śmiało, możesz opowiedzieć o niej więcej.

Poznaliśmy się na początku 2024 roku przy pracy nad jej performansem w Zachęcie. Od tamtej pory mamy bardzo bliską relację – zarówno zawodową, jak i prywatną. Wspólnie zrealizowaliśmy też projekty w Muzeum Narodowym w Warszawie oraz w Tokio, w Sogetsu Foundation, i do dziś kontynuujemy współpracę przy kolejnych przedsięwzięciach. To doświadczenie było dla mnie bardzo rozwijające, przede wszystkim dlatego, że mogłem pracować z artystką działającą w zupełnie innym polu sztuki. Kasia operuje inną wrażliwością i językiem artystycznym, a sposób, w jaki zestawia ze sobą różne konteksty rzeczywistości w swoich pracach, od początku był dla mnie bardzo inspirujący. Myślę, że miało to realny wpływ na to, jak dziś podchodzę do własnych projektów – również w kontekście wizualnym i myślenia o spójności całego przedsięwzięcia artystycznego.

Zawsze lubiłem znajdować się w środowisku ludzi z dużym dorobkiem i doświadczeniem, bo takie spotkania pozwalają mi rozwijać się dalej – zarówno jako twórca, jak i jako człowiek. Dzięki tej współpracy miałem okazję poznać wiele niezwykłych osób ze świata sztuki. Spotkania z takimi postaciami jak Anda Rottenberg czy Mirosław Bałka i świadomość, że podchodzą z uwagą i szacunkiem do tego, co robię artystycznie, są dla mnie ogromnie budujące. Było też dla mnie dużym wyróżnieniem, że artystka z tak znaczącym dorobkiem zaprosiła mnie do projektów, w których uczestniczyli twórcy z różnych dziedzin, jak choćby Andrzej Chyra, Mary Komasa czy śpiewak operowy Michał Sławecki. Takie spotkania pokazują, jak wiele mogą sobie dać artyści działający w różnych obszarach. W czasach, w których żyjemy, wydaje mi się szczególnie ważne, żeby środowiska twórcze potrafiły się wspierać i budować wspólnotę – nawet jeśli posługują się zupełnie innymi językami artystycznymi. Różnorodność może być ogromną siłą. Dla mnie osobiście możliwość eksplorowania sztuki w różnych formach, od muzyki po działania performatywne i wizualne, jest czymś niezwykle cennym. Mam dopiero 25 lat i zaczynałem jako muzyk, a już teraz mogę doświadczać sztuki w znacznie szerszym wymiarze. Biorąc pod uwagę drogę i pracę, którą w to włożyłem, jest to dla mnie ogromna wartość i forma nobilitacji.

7. asthma 2025 fot. Marek Andrzejewski.jpeg
fot. Marek Andrzejewski

Kropkę w naszym wywiadzie chciałbym postawić na polu muzyki i zapytać cię - czy podczas pisania, któregoś z tekstów zadrżała ci ręka, bo temat kosztował cię zbyt wiele?

Najbardziej pamiętam sesje przy „So Much Money”, „Pokaż mi jak” i „Pełne koło”. To były wyjątkowe momenty, bo bardzo głęboko sięgałem wtedy do własnych przeżyć i emocji. Ten stan był jednocześnie katartyczny i wyzwalający, ale momentami też przytłaczający. Podczas nagrywania „So much money” z Kubą Karasiem w pewnym momencie po prostu się popłakałem w studiu, uświadamiając sobie, o czym naprawdę jest ta piosenka. Refren może na pierwszy rzut oka brzmieć jak afirmacja sukcesu, ale dla mnie jest raczej krytyką kapitalizmu i świata, w którym dobra materialne mają zastępować rzeczy, których tak naprawdę potrzebujemy — bliskość, sens czy duchowość. W moim przypadku nigdy tego nie zastępowały. „Pokaż mi jak” było z kolei momentem ogromnej emocjonalnej otwartości wobec drugiej osoby. Miałem poczucie, że dosłownie trzymam serce na dłoni. Taka szczerość daje wyzwolenie, ale jednocześnie wiąże się z ogromną wrażliwością i odsłonięciem.

Takie momenty zdarzają mi się podczas pisania często, bo nie interesuje mnie tworzenie „po powierzchni”. Najciekawsze rzeczy rzadko znajdują się w miejscach wygodnych i oczywistych. Pisanie jest dla mnie raczej próbą dotarcia głębiej – do emocji, doświadczeń i pytań, które nie zawsze są łatwe, ale są prawdziwe.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz