FUTBOLOWA GORĄCZKA #9. Gdyby miało nie być jutra

Zobacz również:Wraca Premier League! Faworyci, nowicjusze i Polacy w kotle najlepszej ligi świata (PODCAST)
van-basten-88-e1584392646456.jpg
fot. Horstmuller/ullstein bild via Getty Images

Jeśli ktoś powiedziałby jutro, że już nigdy nie obejrzę żadnego meczu, a piłka nożna przestaje istnieć na zawsze, byłbym i tak wdzięczny za to, co dała mi do tej pory. A dała naprawdę dużo. Byłbym wdzięczny za emocje, za piłkarzy, w których epoce mogłem żyć, za miejsca, które dzięki piłce zobaczyłem. Za życie, jakie dziś mam. Całe dotychczasowe odmierzałem futbolem i nawet, gdybym stracił ten punkt odniesienia, czułbym głęboką wdzięczność.

„Gdyby miało nie być jutra, kupiłbym 45-tkę Naładował magazynek i zajebał komuś portfel Zgarnął cały hajs, jaki miał na koncie I wyjechał nową Carrerą z salonu Porsche” – rapował przed laty Pezet, ale ja nie mam takich planów. Zastanawiałem się jednak wczoraj, co by się stało, gdyby pandemia koronawirusa tak mocno zniszczyła świat, że ten znany dotychczas byłby tylko wspomnieniem. Gdybym od jutra nie mógł już obejrzeć żadnego meczu, czy pójść na stadion, nie skomentować ani jednego spotkania Premier League, to i tak uznałbym wszystko co zobaczyłem za udane. I doszedłem do wniosku, że piłka nożna właściwie zbudowała moją rzeczywistość.

Gdyby miało nie być jutra, nie chciałbym dorastać gdziekolwiek indziej niż na ulicy Mickiewicza, gdzie było tyle boisk i tyle zieleni, tylu chłopaków gotowych w każdej chwili sprawdzić się z piłką przy nodze. Tylu marzeń, że zostaniemy Diego Armando Maradoną, Darkiem Dziekanowskim, Zbigniewem Bońkiem, Michelem Platinim, że nasza klasa będzie FC Porto, że będziemy Holandią w 1988 i Danią w 1992.

Gdyby miało nie być jutra, futbol mógłby spokojnie umrzeć, zniknąć na zawsze, ponieważ widziałem rajd Maradony w meczu z Anglią i widziałem jego rękę, widziałem jak Francja ograła w karnych Brazylię. Widziałem też gola Karola Kordysza z Lechem Poznań, chyba z 30 metrów, widziałem jak David Platt trenuje na Stadionie Ludowym strzały i jak Paweł Skrzypek, chłopak od nas z MCKS Czeladź, zatrzymuje Gianfranco Zolę.

Gdyby miało nie być jutra, kupiłbym dobry trunek i przewinął taśmę wstecz. Do awansu Polski w 2001 i meczu przeciwko Norwegii, gdy z kolegami pomalowani na rozradowanych gębach na biało-czerwono, pijani, śpiewaliśmy „We Are The Champions”, a Jerzy Engel, tam w dole, fruwał do góry, podrzucany przez piłkarzy, a my potem chlaliśmy do białego rana każdy rodzaj alkoholu. Przewijałbym dalej – do goli Wojtka Kowalczyka i Andrzeja Juskowiaka podczas igrzysk olimpijskich w Barcelonie, do trafienia Kowala przeciwko Sampdorii, do Legii w Lidze Mistrzów, do bramki Marco van Bastena w finale, która po prostu zdemolowała moje postrzeganie piłki, wystrzeliła nas w kosmos podwórkowej ekscytacji. Do pierwszych migawek z 1982 roku – brody Stefana Majewskiego, który w obronie grał z dychą, do porażki z Brazylią w 1986 roku, podlanej moimi łzami rozpaczy, hymnu Italia '90, który brzmiał zarazem jak hymn kończącej się beztroski mojego pokolenia.

Gdyby miało nie być jutra, zamknąłbym oczy i zobaczył Stamford Bridge w Londynie, mój pierwszy mecz Premier League, a potem moją pierwszą korespondencję do „Przeglądu Sportowego” w gazecie rozłożonej na kraciastej, żółto-białej ceracie na Ealing Broadway, moje zgrupowania we Wronkach, służbowe wyjazdy do Brukseli, Tbilisi, Wiednia, Antalyi, czy Barcelony. Zobaczyłbym jeszcze raz gola Sergio Ramosa w finale Ligi Mistrzów w Lizbonie, który sprawił, że musiałem skasować cały tekst o zwycięstwie Atletico Madryt nad Realem. Zobaczyłbym łzy Johna Terry'ego w Moskwie, po porażce w karnych z Manchesterem United. Dziesiątki klatek, jak we śnie, w którym nic nie trzyma się kupy.

Gdyby miało nie być jutra, poczułbym na sobie ruch Anfield, które pulsuje po zwycięstwie nad Manchesterem City, ryk Celtic Park, gdy padła bramka w meczu z Bayernem, usłyszał „You Will Never Walk Alone” na kilkadziesiąt tysięcy gardeł, wystarczyłoby zamknąć oczy i na moment się skupić. Zobaczyłbym wszystkie stanowiska komentatorskie i usłyszał wszystkie zbite piątki z kumplami w dziupli. Przeszedłbym przez wszystkie mixed zone'y po meczach, przewertował tysiące stron notatek, które zrobiłem do meczów, usłyszałbym setki odliczań do wejścia na antenę i zobaczył dziesiątki migoczących czerwonych lampek, które mówiły, że jesteśmy w zapisie.

Gdyby miało nie być jutra, ujrzałbym wszystkie twarze ludzi, których podziwiałem w telewizji, a potem poznałem – Ruuda Gullita, Marco van Bastena, wszystkich tych piłkarzy byłych i obecnych, trenerów, z którymi dzięki temu, że wybrałem futbol, mogłem się spotkać: Edena Hazarda, Jurgena Kloppa, Christiana Eriksena. I usłyszałbym pewnie soundtrack mojego życia, najczęściej graną melodię – głos Darka Szpakowskiego.

Gdyby miało nie być jutra, poderwałbym się raz jeszcze po golu Roberta Lewandowskiego w meczu przeciwko Portugalii i raz jeszcze usiadł zrezygnowany po ostatnim gwizdku sędziego w tym samym spotkaniu. Podskoczyłbym po bramce Jacka Krzynówka w Lizbonie i załamał po golu Fredrika Ljungberga w Chorzowie. Wystraszył w Zabrzu, kiedy ławki zaczęły latać między sektorami podczas meczu z Rumunią i popłakał po golu dla Hiszpanii na 3:2 w 1992. Załamał ponownie, że przespałem mecz z Anglią w Meksyku i że wujek wywalczył, bym mógł w nocy oglądać gola Włodzimierza Smolarka z Portugalią.

Byłem Maradoną i Platinim. Byłem Józefem Młynarczykiem, czasem tylko. Byłem najczęściej Marco van Bastenem, Romario, Ronaldo, tym z Brazylii. Byłem na podwórku każdym, kim chciałem. Dowiedziałem się, że Kasia chce się ze mną umówić, stojąc przed budynkiem klubowym Groclinu Grodzisk Wielkopolski, że tata trafił do szpitala, gdy pojechałem do Poznania zobaczyć, jak trenuje Lech i zrobić tam wywiady, że będziemy mieć córkę, kiedy wróciłem z meczu Legii i że kumpla zwolnili z pracy, gdy wróciłem ze zgrupowania w Turcji.

Gdyby więc miało nie być jutra, nie żałowałbym ani jednej chwili, jaką poświęciłem futbolowi. Oddałem mu niemal wszystko, ale on być może dał mi jeszcze więcej.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz Canal+. Miłośnik ligi angielskiej, która jest najlepsza na świecie. Amen.