HST: „Resztę swojego życia chcę spędzić na trzeźwo” (WYWIAD)

HST

Miejsce, w którym się znalazłem było ciemne, zimne i chujowe – mówi nam katowicki raper HST, który wraca na scenę po jedenastu trudnych latach przerwy. O trudach wychodzenia z nałogu, przyjaźni z Joką i nowej płycie: my pytamy, HST odpowiada.

Biorąc pod uwagę, że w ostatnich latach w twoim życiu wydarzyło się wiele złego, muszę zacząć od pytania: w jakiej jesteś teraz formie?

Czuję się dobrze, ale każdego dnia muszę nad sobą ciężko pracować. Walczę o siebie. Odstawiłem ten pieprzony alkohol, więc zacząłem dostrzegać więcej i myśleć o zupełnie innych rzeczach niż wcześniej. Dbam o siebie — trenuję na siłowni cztery razy w tygodniu, staram się dobrze odżywiać i wysypiać. Resztę swojego życia chcę spędzić na trzeźwo.

Jaką rolę w tym okresie pełni dla ciebie muzyka?

Całe życie słucham nowojorskiego, gitarowego hardcore’u. W pierwszym roku mojego trzeźwienia ten gatunek odegrał dużą rolę, bo dawał mi energię do działania, motywował na przykład do pójścia na siłownię. Muzyka to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie wymyślił człowiek.

Od momentu, kiedy ostatni raz dałeś muzykę słuchaczom, minęło już sporo czasu. Po premierze pierwszego singla masz poczucie, że ci ludzie cały czas o tobie pamiętali i czekali na nowe nagrania?

Powiem ci tak... przez jakieś siedem lat nie miałem dostępu do swojego fanpage’a, ale też niespecjalnie zależało mi na tym, żeby ten dostęp odzyskać. W końcu uznałem, że może warto znów mieć to w swoich rękach i znajomy ogarnął mi temat w jeden dzień. Stary, kiedy odpaliłem fejsa, okazało się, że mam tam z tysiąc wiadomości typu: Co się z tobą dzieje?, Brakuje cię na scenie, Czemu nie nagrywasz?, Jesteśmy z tobą. Naprawdę! Takie wiadomości, że byłem w szoku. Jak telefon zaczął mi piszczeć od powiadomień, to myślałem, że od razu padnie. Nazbierało się tego przez te siedem lat. Wtedy pomyślałem sobie, że ci ludzie przez cały ten czas naprawdę na mnie czekali, mimo że nie dawałem znaku życia. Byłem zaskoczony. To dało mi kopa, żeby nagrać EP-kę. Powiedziałem sobie wtedy: Kurwa, Kaczy, weź się w garść i zrób to dla ludzi.

Dlaczego byłeś zaskoczony?

Słuchaj, żyłem w takim trybie, że kompletnie nic mnie nie interesowało i te informacje po prostu do mnie nie dochodziły. Chciałem tylko odbębnić 10 godzin w robocie, potem wypić kilka piwek i położyć się spać. Zaczęły do mnie docierać dopiero po latach — wtedy, gdy zacząłem trzeźwieć. Z czasem uświadomiłem sobie, ile rzeczy straciłem, zmarnowałem i ile przez ten czas mógłbym zrobić fajnych projektów. Czasu nie cofnę. Nie mam zamiaru zamulać — chcę pokazać, że wciąż potrafię rapować.

Nagrałbyś nowy materiał, gdyby się okazało, że tych wiadomości było tylko 50?

Wiadomości były jednym z wielu impulsów. Przede wszystkim czułem wewnętrznie, że to jest odpowiedni moment na nagranie płyty. Chciałem ją zrobić. Jestem świadomy, że nie było mnie tu 11 lat, więc nie czekam na cud, nie liczę na nie wiadomo co.

I jak ci się po tych 11 latach tu podoba?

Nie mam pojęcia, bo ja od dzieciaka z kilku powodów nie śledziłem polskiej sceny. Nigdy nie byłem z nią na bieżąco. Nie chciałem podświadomie kraść cudzych tekstów, nie podobał mi się polski rap, który do mnie docierał, i zawsze bliżej było mi do tego ze Stanów. Jeśli już coś do mnie trafia, to w zdawkowych ilościach, a np. ten nowy nurt kompletnie nie jest moją bajką.

HST

Dlaczego tak naprawdę zniknąłeś ze sceny w 2014 roku?

To wynikało z mojej winy, z destrukcyjnego trybu życia, jaki wtedy prowadziłem. Powiem wprost — było ze mną bardzo źle. Miałem problemy ze zdrowiem, było naprawdę fatalnie. Ludzie o tym nie wiedzą, ale padaczek alkoholowych to ja miałem chyba z osiem. Widziałem swój upadek, ale miałem jeszcze dno, od którego mogłem się odbić. Miejsce, w którym się znalazłem było ciemne, zimne i chujowe. Do dzisiaj, na przykład, nie wiem, jaki był odbiór mojej ostatniej płyty czy ile się jej sprzedało. Wiem tylko, że ludziom podobały się Notatka samobójcy i Gnój. Nagrywałem płytę w studiu u Miuosha i w pewnym momencie padł im dysk twardy. Musieli odzyskiwać dane. Ja się na tym nie znam, nigdy się na tym nie znałem. Ta płyta nie brzmiała tak, jak powinna. Kilka kawałków powinno mieć lepszy miks. W tamtym czasie wylało się też na mnie spore morze gówna, ale nie ma sensu po raz kolejny wracać do tego, co działo się 20 lat temu.

Miałeś poczucie, że koledzy-raperzy się wtedy od ciebie odwrócili?

Chyba nie mogę tak powiedzieć, bo ja nigdy nie miałem zbyt wielu kolegów w tym środowisku. Jeśli już, to lokalnie. A jeśli chodzi o ludzi spoza Śląska, to trzymałem się tylko z kilkoma, ale to też stare historie. Miałem kiedyś kontakt z Tede i Pihem. Chada raz na jakiś czas przyjeżdżał do mnie na osiedle. Chada był bardzo dobrym chłopakiem — pozytywny, swojski, szczery. Nie mogę powiedzieć o nim złego słowa.

Masz po latach pretensje do Ostrego, że zablokował wasz wspólny kawałek z Joką, w którym — swoją drogą — nazywa cię bratem?

Nie mam do niego pretensji. Może na jego miejscu postąpiłbym tak samo? Nie wiem. On też nie znał szczegółów tej sprawy. Nie ma już co do tego wracać.

Mieliście okazję porozmawiać o tym w cztery oczy?

Nie. Ale to też pewnie w jakimś stopniu wynika z tego, że nigdy specjalnie nie miałem kontaktu z polskimi raperami.

A pamiętasz, dlaczego uznałeś, że już nie chcesz kontaktu z alkoholem? Był moment przełomowy?

Postanowiłem rzucić alkohol po ostatnim ataku padaczki, jaki dostałem. To było dramatyczne przeżycie. W ciągu dwóch godzin miałem dwa ataki. Kiedy one ustały, ocknąłem się w łóżku i nie wiedziałem, gdzie jestem. Patrzyłem tylko pustym wzrokiem w okno. Miałem kompletnie odciętą orientację.

Kto cię wtedy uratował?

Akurat byłem u rodziców. Stałem w przedpokoju i mnie zaatakowało. Mama zadzwoniła po pogotowie i udało się mnie uratować. Przeleżałem wtedy jeszcze kilka dni u rodziców i stwierdziłem, że tak dalej być nie może — po prostu wziąłem się w garść. Zadzwoniłem na Korczaka w Katowicach, gdzie znajduje się poradnia terapii uzależnień i poszedłem się leczyć. Przeszedłem cały sześciotygodniowy odwyk, który mi pomógł, ale dziś wiem, że gdybym sam nie chciał przestać pić, to żaden odwyk by mi nie pomógł.

Na płycie mówisz o utraconych znajomych, których zabrał alkohol.

To oczywiście też na mnie wpłynęło. Wielu moich ziomków z Gwiazd (Osiedle Walentego Roździeńskiego) odeszło, bo prowadzili fatalny tryb życia. Tęsknie za nimi, nie byli złymi ludźmi, ale przegrali walkę z uzależnieniem. Widzę też, co dzieje się w środowisku hiphopowym. Z Joką rozmawiałem dokładnie 4 dni przed jego śmiercią. Wysłałem mu kawałki, do których miał się dograć. Miał być m.in. w kawałku Tryb waleczny. Kaczy, zajebista energia, nagrywamy to – powiedział mi przez telefon. Na albumie mam taki wers: Czekam na twój obiad, przyjdę na McDonald's. Chodzi w nim o to, że Joka powiedział mi podczas naszej ostatniej rozmowy: Przyjadę do ciebie, posłuchamy tych bitów jeszcze raz i pójdziemy do Maka, bo mam zajebiste kupony, zapraszam cię na obiad. Typowy Joka (śmiech). No ale... nie poszliśmy na ten pierdolony obiad.

Przed naszą rozmową przeglądałem wasze wspólne zdjęcia, wróciłem nawet wspomnieniami do waszych wspólnych koncertów...

Nasze koncerty były bardzo... specyficzne. Kupa śmiechu, fajnie się to dzisiaj wspomina, no ale mogliśmy to zrobić lepiej. Bardzo często na tych koncertach musiałem go hamować (śmiech). Michał, kurwa, musimy to dobrze zrobić, żeby nie było lipy.

Można powiedzieć, że byliście przyjaciółmi?

Śmiało mogę to przyznać. Mówiliśmy sobie w cztery oczy takie rzeczy, o których nie wiedział nikt inny. Joka trzymał się też z moimi ziomkami z Gwiazd, więc kiedy tu przyjeżdżał, od razu szło hasło: Joka jest na Gwiazdach. Zimne piwka, rozmowy, śmiechy — tak spędzało się z nim czas. Graliśmy też razem trasę, więc gdybyśmy się nie dogadywali, nigdy by do niej nie doszło. Rozmawialiśmy o wspólnym albumie, ale to było tylko takie nasze pierdolenie, bo nigdy nawet nie zaczęliśmy nad nim pracować.

Pamiętasz moment, kiedy dowiedziałeś się o jego śmierci?

Znajomy wysłał mi informację o śmierci Joki, która znalazła się na fanpage’u Kalibra 44. Pomyślałem, że to jakaś, kurwa, ściema. Przecież już nieraz kogoś uśmiercono w internecie. Złapałem za telefon, zadzwoniłem do Gutka, ale nie odebrał. Później wybrałem numer DJ-a Anioła, ale też cisza. Po pięciu minutach oddzwonił do mnie Anioł i od razu zapytałem: Co jest grane? To fejk czy nie?. Powiedział, że to niestety prawda. Odebrało mi mowę. Przez cały dzień myślałem, że to jakiś pierdolony fejk. Wiedziałem, że to się wydarzyło, ale jeszcze przez kilka dni nie mogłem uwierzyć, myśląc, że to jakaś pomyłka. Nachodziły mnie myśli w stylu: Jak to jest możliwe, skoro przed chwilą z nim gadałem? Przecież mieliśmy się spotkać, nagrywać kawałki. Co się, kurwa, dzieje?. Muszę też dodać, że nie przypominam sobie, by dochodziły do mnie jakieś niepokojące sygnały o jego zdrowiu. W ostatnim czasie nasz kontakt trochę się poluźnił, bo wyruszył w trasę koncertową z Dabskim jako Kaliber 44. Widziałem na Instagramie, że fajnie im się to kręci.

HST

Po wywiadzie, który nagrywaliśmy w 2021 roku, dostałem tyle wiadomości, że chyba nigdy później tyle ich nie otrzymałem. Ludzie pisali, że jest im smutno i chcą ci pomóc, a w ostatnim czasie dodawali, że pokazałeś im, że można wyjść z tego alkoholowego gówna i...

Muszę ci przerwać. Ostatnio jeden z producentów powiedział mi, że po odsłuchu tego wywiadu stwierdził, że jest już po mnie. Cieszył się, że z tego wyszedłem, ale kiedy mnie wtedy usłyszał, nie mógł uwierzyć w to, co się ze mną stało. Dobrze wiesz, że rok temu napisałem do ciebie, byś usunął go z sieci, bo już po pierwszych zdaniach wiedziałem, że — mówiąc delikatnie — nie wypadłem tam najlepiej.

A ja go nie usunąłem, bo dla kilkunastu osób ten wywiad okazał się pomocny w walce z uzależnieniem. Zobaczyli, jaką drogę przeszedłeś. Czy dziś czujesz się na siłach, by powiedzieć coś tym, którzy nie chcą pić? Pytam, bo jesteś dość wyrazistym przykładem.

Jeśli nie chcesz przestać pić, to nikt ci nie pomoże. Musisz nie chcieć pić tak samo mocno, jak wcześniej chciałeś to robić. Trzeba sobie wprost powiedzieć: Nie będzie mi jakiś jebany alkohol rządził życiem. Pierwsze miesiące są trudne, bo pojawiają się głody, nawroty... trzeba mieć jaja jak ze stali, żeby to przetrwać. Naprawdę. Powiem więcej: przestać pić to najprostsza rzecz z tego wszystkiego, bo później trzeba się nauczyć żyć w trzeźwości. Wszystkie problemy trzeba załatwiać na trzeźwo. Wcześniej je zapijałem — flaszka, sześć piw i problem w magiczny sposób znikał, ale tylko na chwilę, bo później wracał ze zdwojoną siłą. Problemy odpływały, ale ta fala ciągle do mnie wracała. Ale... ja mogę ci teraz gadać i gadać, tylko to nic nie da, bo każda osoba uzależniona sama musi dojść do takich wniosków. Myślisz, że ja po prawie czterech latach trzeźwości mam spokój? Nie mam. Cały czas muszę odganiać czarne myśli, wracają do mnie stany lękowe.

Jakbyś opisał te miesiące w trzeźwości?

Na początku myślałem, że jestem królem, bo przecież nie piję od czterech miesięcy. Przychodziły też myśli, że jak wypiję dwa piwka, to nic się nie stanie, ale szybko je odganiałem i uciekałem od nich na siłownię. Te myśli pojawiały się często. Chłopaki na osiedlu i znajomi wiedzieli, że nie piję, więc nikt mi nie mówił, żebym się napił, ale zdarzały się też takie sytuacje, że ktoś mówił: Dobra, napij sięCzłowieku, nie piję, spierdalaj, daj mi spokój. Później byłem na etapie, że alkohol przestał dla mnie istnieć. Nie miałem kaca, wysypiałem się, nie musiałem klinować. Problemy zacząłem ogarniać sam, nie potrzebowałem do tego flaszki czy piwa. Dużo też zacząłem czytać na ten temat, poznałem różne mechanizmy, dowiedziałem się, co mogę robić, kiedy przychodzi do mnie nawrót i tak dalej.

Z czasem też pewnie dotarło do ciebie, jak wiele osób po drodze skrzywdziłeś.

Szczególnie najbliższych. Spożywałem alkohol od 16. roku życia, więc na przykład moja mama przeżyła i zobaczyła naprawdę wiele. Mam na koncie trochę tych pijackich wybryków, ale widzisz... każdy chciał mi pomóc, tylko co z tego, skoro ja nie chciałem odstawić alkoholu. Ci ludzie mogli robić fikołki i tańczyć na głowie. Miałem mętlik alkoholowy, więc miałem wyjebane na to, co się do mnie mówi. Codziennie słyszałem: Dawid, idź na ten odwyk, zrób coś, ale to do mnie nie trafiało. Dzisiaj moja mama jest przeszczęśliwa, że nie piję — ma radość w sercu. I ja się z tego cieszę.

Kiedy złapałeś za telefon i zadzwoniłeś do DJ-a HWR-a z chęcią zrobienia płyty?

Skontaktowała nas wspólna znajoma, ale już dokładnie nie pamiętam, kiedy i w jakich okolicznościach się z nim skumałem. Na pewno w międzyczasie pisaliśmy na fejsie, a pewnego dnia przyjechałem do niego do studia, gdzie puścił mi kilka beatów. HWR to zajebisty ziomek. W cholerę mi pomógł przy tej płycie — bez niego bym tego nie ogarnął. To był też taki okres w moim życiu, że pracowałem za granicą i przyjeżdżałem do Polski tylko na kilka dni. Więc kiedy byłem na miejscu, brałem zeszyt z tekstami, wsiadałem w pociąg i jechałem do Zabrza. Później wyjeżdżałem do pracy, wracałem na kilka dni i znowu do HWR-a.

Dlaczego po tak długim okresie ciszy wracasz tylko siedmioma kawałkami?

Zależało mi na czasie. Gdybym teraz miał pracować nad kolejnymi utworami, to wszystko jeszcze bardziej by się wydłużyło. Chciałem zrobić siedem konkretnych numerów i dać je słuchaczom. Niech to już będzie słuchane. Nie chciałem, żeby ludzie dalej czekali — chciałem, żeby w końcu coś ode mnie dostali. W tytule zaznaczyłem, że to pierwsza część, a nad drugą już pracuję. Zapewniam, że kolejny krążek nie ukaże się za 10 lat. Odezwało się do mnie wielu producentów i wysłali mi swoje paczki z beatami. Nie chcę dorabiać do tej płyty żadnej głębszej ideologii... Co jo ci byda godoł? Górny Śląsk! Tu zawsze byli twardzi ludzie. Jadymy z tym.

Co podczas prac nad Pain into Power, część 1 było najtrudniejsze?

Znalezienie czasu na pisanie tekstów. Pracowałem po 11 godzin dziennie, więc nie miałem za bardzo kiedy tworzyć. Nie chciałem pisać na szybko. Starałem się, żeby teksty były mądre, przemyślane, bez przypadkowych słów. Nie interesowało mnie nawet, czy coś się rymuje. To miało być konkretne przesłanie świadomego człowieka po czterdziestce.

HST

Możemy zdradzić, czym się dzisiaj zajmujesz?

Jestem monterem rusztowań. Budujemy sceny, trybuny. W Niemczech, Szwecji, Austrii, Holandii.

Czyli można powiedzieć, że pracujesz w przemyśle muzycznym.

Znajomi się śmieją, że powinienem grać na tych scenach, a nie je rozstawiać. Nigdy nie rozstawiałem scen, na których grali raperzy, ale dla Depeche Mode już tak. Rozkładamy też trybuny pod skoki narciarskie czy wyścigi Formuły 1.

To fajna robota?

Nie (śmiech). Zawsze wracam cały poobijany z tych wyjazdów. Tu ból pleców, tu bark, kolano — w końcu mam już 43 lata. Mam dwa metry wzrostu, więc w tej robocie to żaden atut. Ciężka praca. Trzeba zapierdalać. Czy jest 40 stopni, czy minus 20.

Jak dzisiaj słucha ci się utworu Alkoholizm?

Dziwnie. Raczej nie znajdzie się na liście utworów, które będę grał na koncertach. Nie chcę wyjść na hipokrytę.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz