Dwie świetne płyty, dwie mocne deklaracje niepodległości i dwie feministyczne wojowniczki, które przypominają, że cała nadzieja w przyjemności.
Spotykają się w wykonanym wspólnie The Rush z The Age Of Pleasure, nowej płyty Janelle Monáe, choć ten numer spokojnie odnalazłby się również na Fountain Baby, nowym albumie Amaarae. Zmysłowo rozwibrowana melodia i dialog flirciarskich linijek o nagłym przypływie pożądania idealnie pasują do obu wydawnictw, bo obydwa wydawnictwa kipią radością sensualnych spotkań, przy okazji wpisując się w feministyczne postulaty równego prawa do korzystania z ciała i życia. Bądź oceanem dla mojego księżyca – w tekście The Rush padają różne metafory o potędze wzajemnego przyciągania, a Amaarae i Janelle Monáe, razem i osobno, stanowczo obstają przy tezie, że przyjemność jest polityczna, bo przecież wciąż nie każdemu wolno tyle samo.
Afropop kosmopolitek
Łączy je jednak nie tylko światopogląd, ale również muzyczna wrażliwość. Z jednej strony ukształtowała je hiphopowa scena Atlanty, gdzie Amaarae częściowo dorastała i dokąd Monáe przyjechała na studia. Tutaj zaczynały. Ale nie tu się zaczęły. Urodzona na Bronksie Amaarae (w paszporcie ma Ama Serwah Genfi) część dzieciństwa spędziła w Ghanie, skąd pochodzi jej rodzina i gdzie sama dziś mieszka i nagrywa. Urodzona i wychowana w Kansas Monáe jest ważną postacią afrykańskiej diaspory w Stanach Zjednoczonych i sercem kreatywnej społeczności zrzeszonej wokół jej Wondaland Arts Society, prężnego artystycznego imperium, które zbudowała na wzór niegdysiejszej The Factory Andy’ego Warhola. Amaarae i Janelle Monáe konsekwentnie promują afrykańską kulturę, a na swoich nowych – wydanych tego samego dnia – albumach uprawiają kosmopolityczną wersję afropopu. U Amaarae brzmienie afrykańskich bębnów czy kory, afrykańskiej harfy, rozpływa się w eklektycznej mieszance r’n’b, dream popu, a nawet pop punku (Sex, Violence, Suicide). Janelle Monáe zaprasza do dwóch numerów Seuna Kutiego, nigeryjskiego muzyka i spadkobiercę talentu Feli Kutiego, legendarnego ambasadora afrykańskiej muzyki na świecie, by wyraźnie podkreślić, co jest fundamentem jej nowej płyty, ale niezmiennie potrafi przełożyć ten swój patchwork – afrobeat, dancehall, reaggae, calypso, rap, soul – na uniwersalną, komunikatywną, popową piosenkę. Fountain Baby bywa duszne i posępne, choć Amaarae z premedytacją odwraca uwagę od mroków czy nieprzyzwoitości w tekstach, wyśpiewując je słodkim i subtelnym głosem na granicy szeptu. Monáe na The Age Of Pleasure jest wyjątkowo zrelaksowana. Nie spieszy się. Płynie.
Deklaracja seksualnej niepodległości
Nowa płyta Janelle Monáe generalnie zbiera komplementy, choć można doszukać się w recenzjach niewyartykułowanego wprost, ale obecnego między wierszami rozczarowania, że The Age Of Pleasure nie ma w sobie nic z konceptualnego rozmachu wcześniejszych albumów muzyczki, gdy ta budowała cyberpunkowe dystopie i snuła opowieści o rebeliach w reżimach z przyszłości. Kiedyś uważałam się za futurystkę. Wiem z czym się wiąże ta obsesja na punkcie zdarzeń, które dopiero zajdą. Dzisiaj określam siebie mianem obecnej turystki. Aktywnie skupiam się na tym, by być tu i teraz – tłumaczyła w niedawnym wywiadzie dla Rolling Stone. Nie odbierałabym jej jednak tak szybko tytułu walecznej wizjonerki. Z piosenek o pożądaniu, którego nic nie krępuje, Janelle układa manifest miłości naprawdę wolnej od uprzedzeń, stereotypów, tych wszystkich opresyjnych pomysłów na płeć i seks. Kilka lat temu wyznała, że jest panseksualna. W zeszłym roku dodała, że identyfikuje się jako osoba niebinarna (używa zarówno zaimków oni / ich, jak i żeńskich form). Na The Age Of Pleasure zaprasza do queerowej utopii. Biorąc pod uwagę, że kilka tygodni temu na Florydzie rozszerzono homofobiczną ustawę ograniczającą równościową edukację w szkołach, a projekty podobnych dokumentów pojawiły się w innych stanach USA, raj Monáe wydaje się czasem krainą bardziej odległą niż fikcyjne Metropolis z jej pierwszych płyt. O ziemi obiecanej marzy też Amaarae na Fountain Baby. W Ghanie relacje seksualne osób tej płci są zakazane i choć raczej tego prawa nie egzekwuje się (nikt nie idzie do więzienia za bycie gejem), przepisy wzmacniają homofobiczną kulturę, a queerowe osoby, które padają ofiarą przemocy na tym tle, nawet nie zgłaszają napaści, pozbawione jakiegokolwiek systemowego wsparcia. Amaarae utrzymuje, że jest hetero i cis, ale często używa też terminu fluid, podkreślającego mnogość sposobów, na jakie można wyrażać swoją seksualność, i otwarcie opowiada się po stronie równouprawnienia osób LGBT+. Teksty jej piosenek bywają queerowe, często nie zostawia pola do nadinterpretacji. W Co-Star śpiewa o relacji z dziewczyną jednocześnie zbyt miłą i zbyt groźną, w Come Home To God z linijką Mała kocha mnie tak, jak wielbi Pana, zrównuje seks z partnerką z duchowym misterium. Fountain Baby jest płytą seksualnego wyzwolenia, stanowczym głosem kobiety, która używa swojego ciała jak, kiedy i z kim chce. Podobnie jak The Age Of Pleasure.
Zabawa to rewolucja
Jestem najszczęśliwsza, gdy biegam z cyckami na wierzchu – rzuca bezceremonialnie Monáe, a jej nowa płyta jest również o tym, że nagość emancypuje. Nie wszystkim się podoba, że się rozbiera. Wystarczyło kilka zdjęć i teledysk do Lipstick Pleasure, by wylało komentarzami o pozbawionej klasy, głodnej atencji desperatce, która ściąga ciuchy, żeby sprzedać płytę. Nie wszyscy zrozumieli, dlaczego się rozbiera. Bo po drugiej stronie pojawiły się creeperskie głosy, że wreszcie widać, jaka z niej laska. Tymczasem w nagości Monáe manifestuje się radość z ciała, niezmiennie przełomowa w kulturze, która nagość na zmianę seksualizuje i karze slut-shamingiem. Gdy Monáe rozbiera się, by obnażyć przemoc patriarchatu, Amaarae ubiera w słowa potrzebę reprezentacji. Młode dziewczyny powinny wiedzieć, że poza kobietami, które oglądają w telewizji, istnieją też takie, które robią coś innego, po swojemu. I one też tak mogą. To niekoniecznie musi być muzyka. Mogą programować. Albo zostać inżynierkami lotnictwa. Cokolwiek! Ważne, żeby wiedziały, że nie są uwięzione w żadnych ramach. Muszę być tak nieustraszona w moim przekazie, bo Ghana jest wyjątkowo opresyjna wobec kobiet – to fragment rozmowy z Pitchforkiem, która odbyła się trzy lata temu, przy okazji premiery debiutanckiego albumu muzyczki.
Płyty Amaarae i Janelle Monáe bronią się inteligentnym eklektyzmem brzmienia i znakomitym songwritingiem, ale treść nie ustępuje jakością i ambicjami formie. To lekkość, humor i tupet seksownych tekstów są największym wyzwaniem dla świata zbudowanego na podwójnych standardach. A dobrze pamiętać, że patriarchat pada, gdy bawisz się tak, jak najbardziej lubisz.

Komentarze 0