Skoro Złote Globy zdobyły Emilia Perez i Brutalista, to chyba oczywiste, że wygrała Anora?
Trochę żart, a trochę nie, bo już od pewnego czasu jest tak, że zdobycie Globa albo za najlepszy dramat, albo najlepszą komedię/musical nie jest gwarantem oscarowego triumfu. W XXI wieku ta skuteczność wynosi mniej niż 50 %, zaledwie 12 na 25 zwycięzców Oscara za najlepszy film roku miało już na koncie Globa. Od paru godzin do tej drugiej grupy należy Anora.
Słodko-gorzka baśń o kopciuszku, który na parę chwil dostał się na wielki bal, by po chwili zostać z niego wyrzuconym, otrzymała aż pięć nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Najlepszy film, najlepsza reżyseria, najlepszy scenariusz, najlepszy montaż, najlepsza kobieca rola pierwszoplanowa – oto oscarowy dorobek Anory. Co ciekawe, cztery z tych nagród przypadły w udziale Seanowi Bakerowi, który był jednocześnie reżyserem, scenarzystą, producentem i montażystą filmu. Czegoś takiego nie osiągnął na Oscarach jeszcze nikt!
Piąta statuetka przypadła w udziale Mikey Madison, która tym samym stała się 9. najmłodszą laureatką Oscara za główną rolę kobiecą. Madison pokonała faworyzowaną Demi Moore, grającą w Substancji. Podobno Moore mocno to przeżyła, zwłaszcza że przedtem zdobyła za swoją kreację praktycznie wszystkie najważniejsze w branży nagrody. Ale Oscar – nie tym razem. Czy szał wokół Substancji sprawi, że o Moore ponownie upomni się wielkie kino? Jeśli tak – będzie to dla niej dużo bardziej cenną nagrodą niż Oscar.
Oscary za role drugoplanowe? Bez zaskoczeń. Zoe Saldana za Emilię Perez i Kieran Culkin za Prawdziwy ból. Oczywiście, że jego przemówienie było co najmniej oryginalne.
Wbrew pogłoskom, czarnym koniem imprezy nie okazało się Konklawe. Edward Berger już drugi raz, po Na Zachodzie bez zmian, musi obejść się smakiem, bo jego film, choć był typowany do tych najważniejszych Oscarów, finalnie dostał statuetkę tylko za najlepszy scenariusz adaptowany. Wicked dostało Oscary za scenografię oraz kostiumy, Diuna. Część druga za dźwięk i efekty specjalne, Substancja za charakteryzację, a I'm Still Here – i to była chyba największa niespodzianka wieczoru – za najlepszy film międzynarodowy.
Największy przegrany? Kompletnie nieznany, a przecież przez moment mówiło się, że tu może być walka nawet o najlepszy film. Osiem nominacji, zero nagród. Bob Dylan ze smutną miną.
Ale, ale – czy jednak to miano nie powinno przypaść w udziale Emilii Perez? To w końcu zdobywca aż 13 nominacji (jedynie trzy filmy w całej historii Oscarów wykręciły lepszy wynik) i tylko dwóch statuetek: za najlepszą piosenkę i najlepszą kobiecą rolę drugoplanową. Na ile to brak sympatii akademików do, było nie było, odważnego filmu, a na ile pokłosie awantury wokół archiwalnych tweetów Karli Sofii Gascon, tego nie dowiemy się nigdy.
The Brutalist przy 10 nominacjach dostał też niewiele, bo jedynie trzy statuetki. Ale za to jakie ważne! Najlepsze zdjęcia, najlepsza muzyka, najlepsza męska rola pierwszoplanowa. Odbierający ją Adrien Brody poprosił o wydłużenie mu czasu na przemówienie i wygłosił jeden z bardziej płomiennych speechy wieczoru. Bo to najważniejsze przemówienie należało jednak do twórców dokumentu No Other Land, opisującego zbrodnie Izraela dokonywane na Palestyńczykach. Dowód na to, że kino i polityka często idą ze sobą w parze, nawet jeśli czasem się o tym zapomina.
Poniżej łapcie naszego przedoscarowego Plot Twista, gdzie trochę więcej opowiedzieliśmy o nagrodach Amerykańskiej Akademii Filmowej. Szczęście, że za bardzo się nie pomyliliśmy w przewidywaniach.
Komentarze 0