osk: „Nie jestem i nie chcę być cool” (rozmowa z gazety newonce)

osk
Ryan James-Beau

„Brytyjska scena jest przereklamowana” – mówi wprost 21-letni artysta z południowego Londynu. W ostatnich miesiącach zrobiło się o nim głośno za sprawą dobrze przyjętej EP-ki „Popularity”, pojawieniu się na wybiegu podczas pokazu Balenciagi czy dużego środowiskowo koncertu w Warszawie. O tym, dlaczego wyspiarski underground zmierza w złym kierunku, jak podchodzi do tworzenia muzyki i czym jest dla niego moda – opowiada w rozmowie z JJ-em Święcickim.

Co sprawia, że rapowy Londyn jest tak wyjątkowy?

Szczerze? Nic. Wszystko tutaj już było. Teraz obserwujemy zwykłe naśladownictwo. Jeśli nie jesteś stąd, nie zrozumiesz, ale to istny cyrk. Kiedyś naszą scenę wyróżniali tacy artyści jak YT czy Fimiguerrero, którzy wybili się wcześnie, zmienili styl i zapoczątkowali brytyjską „opiumową falę”. Później – EsDeeKid czy fakemink, którzy wnieśli to na wyższy poziom. Ale jeśli chodzi o prawdziwy talent, od czasów debiutu Minka niewiele się u nas wydarzyło.

Zaskoczyłeś mnie.

Mam inną perspektywę niż ty, bo wychowałem się w Londynie i obserwuję to na co dzień. Pamiętam pierwsze koncerty fakeminka i czuję dumę, że aż tak się wybił. Jednocześnie męczy mnie patrzenie na ludzi, którzy go tylko kopiują.

Jak opisać muzykę, którą ty tworzysz?

Mówię o niej „emocjonalna ironia”. To nawiązanie do The Smiths – oni też grali ironiczną muzykę: wesołe dźwięki, smutne teksty. My potrafimy nałożyć najsmutniejsze słowa na najweselszy podkład. Właśnie nagraliśmy kawałek „Louder Than Bombs” – to tytuł starej płyty The Smiths. Myślę, że dobrze oddaje nasze brzmienie.

W twojej muzyce szczególnie podoba mi się praca głosem.

Kiedyś podchodziłem do tego inaczej, ale gdy zacząłem współpracować z moim producentem, gekiim, wszystko stało się bardziej spójne. Szczerze mówiąc, to on nauczył mnie śpiewać. Teraz nie lubię pracować bez gekiiego; wierzę, że ta współpraca jest kluczowa, bo nasze umysły się ścierają, tworząc w ten sposób najlepsze rozwiązania.

Może właśnie w tym tkwi londyńska unikalność – w mnogości ludzi do współpracy?

Tak, mamy pod tym względem szczęście. Starannie dobieramy to, z kim robimy muzykę. Większość szuka kogoś na swoim poziomie; z podobnymi wynikami. My nie patrzymy na zasięgi, zbijamy się z ludźmi, których naprawdę cenimy.

Moda to ważna część twojego wizerunku. Jak do niej podchodzisz?

Od dziecka nie dawałem się nikomu ubierać. Nawet mamie, mimo że była stylistką. Zawsze byłem uparty. Przechodziłem fazy płynięcia z trendami, ale jakieś osiem miesięcy temu powiedziałem: „Dość. Nie będę nosić czegoś tylko dlatego, że społeczeństwo każe mi się dostosować”. Moda ma być przyjemnością. Nie polega na tym, by zakładać pasek Saint Laurent i liczyć, że dziewczyny uznają cię za fajnego. Chodzi o rzeczy, w których sam dobrze się czujesz.

Co powiesz o undergroundowej modzie w UK? Mówi się, że jest nawet ciekawsza od muzyki.

Nie jestem fanem, więc może nie pytaj. Uważam, że brytyjska scena modowa jest pojebana. Ludzie przychodzą na imprezy w totalnie czarnych strojach, ćwiekach i futrach. To ich pakiet startowy. Zakładają to i pytają: „Jestem cool?”. Robią to dla innych, nie dla siebie. Żałosne.

osk
Ryan James-Beau

Mocno powiedziane.

Mam swoje zdanie. W innych krajach, gdzie scena nie jest tak wielka, wygląda to inaczej. U nas ludzie, którzy nie mają pojęcia o korzeniach tej muzyki, przychodzą i – jak w szkole – noszą „mundurek”. To nie społeczeństwo definiuje, co jest cool. Trendy się zmieniają. Gdy byliśmy młodsi, ja i gekii lubiliśmy rzeczy, które nie były cool, a teraz są. Bądź sobą! Spędziłem trzy lata w pokoju, grając w gry i nie wychodząc z domu. Nie jestem i nie chcę być cool. Ale czasem mam cool pomysły.

A jak z tymi pomysłami przebić się na scenie, na której jest tylu artystów i właściwie każdego dnia wychodzi nowy projekt?

Prawdziwa sztuka zawsze się przebije. To nasze motto. Wierzymy, że w końcu ludzie to dostrzegą. Nie chcemy podążać za tłumem. W ten sposób się nie wyróżnimy. Scena w UK nie będzie wiecznie taka jak dziś, a gdy się zmieni, my będziemy jednymi z nielicznych, którzy tak umiejętnie łączą różne gatunki muzyczne. Nie tworzymy utworów przypadkiem – tydzień w tydzień myślimy: „Co dalej? Jak to zrobić lepiej?”. Dlatego nasz sposób to po prostu bycie sobą.

Kiedy słuchasz moich starszych tracków, to nie ma co ukrywać – inspirowałem się fakeminkiem. Ale z czasem znajdowałem w tym własne emocje, tworzyłem własne dźwięki, odrzucając utarte schematy.

A czego teraz słuchasz?

To trudne pytanie, bo moim ulubionym artystą jest Bladee, którego ostatnio słucham bardzo rzadko. Wkręciłem się za to w rocka z lat 70. i 80., a także w boom bap z lat 90.

Serio boom bap?

Tak, ostatnio miałem taką przekminę, że najlepsza muzyka to taka, przy której od razu bujasz głową.

Wróćmy na chwilę do mody. Opowiesz coś o współpracy z Balenciagą?

To śmieszna historia. Rok temu, siedząc w pracy, dostałem DM-a od Mike'a the Rulera. Pisał, że robi casting do Demny dla Balenciagi i czy może wysłać mu moje zdjęcia. Zgodziłem się, myśląc: „Nie ma opcji, że mnie wezmą”. Ale ku mojemu zdziwieniu, dostałem zaproszenie na pokaz w Paryżu. Było niesamowicie. Kilka miesięcy później znów się odezwali. Nigdy nie miałem żadnej agencji czy czegoś w tym stylu, więc te wiadomości przyprawiały mnie o palpitacje serca.

Myślałem jednak, że wybiegi z Balenciagą dadzą mi kopa; że dzięki nim emocjonalnie przeżyję coś niezwykłego. Ale nic takiego nie poczułem – nawet stresu. Wtedy zrozumiałem, że to nie dla mnie; że w życiu szukam czegoś innego.

Znalazłeś?

Znalazłem. To muzyka.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Jędrzej, choć częściej występuje jako Jj. Najlepiej opisuje go hasło: londyński sound, warszawski vibe. W Drugim Śniadaniu regularnie miesza polskie brzmienia z tym, co dzieje się na Wyspach, dorzucając również utwory z amerykańskiej nowej szkoły. Afrowave, drill, trap - słyszymy się!