...a wydawnictwo Cuba Libre trafiło na sklepowe półki. Wtedy mówiło się o tym sporo, dziś - mamy wrażenie - nieco o tej płycie zapomniano.
Artykuł pierwotnie opublikowany w 2019 roku
W 2006 Prosto wypuściło Cuba Libre, czyli składankę z niezależnym, lokalnym hip-hopem i dancehallem. To pokłosie wizyt Sokoła i Korasa na Kubie. Z jednym z kubańskich zespołów, Los Sicarios, raperzy nagrali nawet dwa kawałki.
Podczas nocnej wędrówki natrafiłem na nielegalny soundsystem reggeatonowy, który częściowo odbywał się na ulicy, a częściowo za zamkniętą bramą jakiejś starej fabryki. Chłopaki po prostu dali ochroniarzom w łapę, by ci pozwolili ustawić im sprzęt grający oraz kolumny i podłączyć się do prądu. Muzyka leciała zza płotu, a na ulicy bawili się ludzie. Widok był tak niesamowity, że zacząłem to wszystko filmować. Nagle podszedł do mnie wielki Murzyn, złapał za ramię i kazał iść ze sobą. Kiedy zaprowadził mnie za bramę, pomyślałem, że pewnie chce, abym pożegnał się z kamerą. Tymczasem on wskazał mi didżeja i powiedział: "Jego filmuj!" - opowiadał Wojtek w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. Jak wspomina, wiele z zespołów, których muzykę poznał na Kubie, zupełnie mu nie przypasowało. Ale Los Sicarios, najsłynniejszy zespół z tego kraju, był wyjątkiem. I ów didżej był właśnie członkiem tej ekipy.
Sokół nagrywał na Kubie w mocno chałupniczych warunkach - nic dziwnego, bo rynek muzyczny jest tam kontrolowany przez państwo. Jest część artystów, których muzykę wydają organy państwowe, dla reszty sceną jest ulica. Oczywiście do tej reszty zalicza się hip-hop i jego przedstawiciele.

Dzisiaj Cuba Libre to nieco zapomniany krążek... no to ocalamy go od zapomnienia! A już wkrótce dowiecie się czegoś więcej o naszej wyprawie do Hawany. Stay tuned!
