Śniące Katowice: wspominamy historię Śnialni, słynnej śląskiej pracowni artystycznej

fot Jerzy Lewczyński.jpg
fot. Jerzy Lewczyński / archiwum Rafała Księżyka

Jeśliby szukać najbardziej wpływowej pracowni artystycznej w powojennej Polsce – znajdziemy ją w Katowicach. To strych w kamienicy przy Piastowskiej 1. Mówi się o nim: Pracownia, Piastowska albo też Śnialnia.

Tekst został opublikowany po raz pierwszy w 6. numerze gazety newonce

Nazwa Śnialnia jest adaptacją greckiego słowa „oneiron”, które oznacza miejsce, gdzie się śni. Oneiron to nazwa grupy plastycznej, która w latach 60. XX wieku zasiedliła Pracownię. Taki był program młodych śląskich artystów: przenieść się w świat ducha, snów i wyobraźni. Radykalne rozwiązanie wobec radykalnych okoliczności. O ówczesnym Śląsku napisał Henryk Waniek: „Była to najsilniej kontrolowana, eksploatowana i jawnie pogardzana część Polski Ludowej. (…) Otaczający nas nadmiar materializmu, wraz z całym zakłamaniem sloganów komunistycznych, sam pchał nas w kierunku przeciwnym”.

Fenomen Śnialni polega na tym, że to, co wydawało się ucieczką od rzeczywistości, potrafiło się w niej materializować i ją zmieniać. Doskonale wyczuwali to różni wrażliwcy i ludzie poszukujący – Pracownia niezmiennie przyciągała kolejne ich pokolenia. Przez pięćdziesiąt lat!

Bazowy krąg Oneironu to piątka artystów: Urszula Broll, Andrzej Urbanowicz, Antoni Halor, Zygmunt Stuchlik i Henryk Waniek. Z wyjątkiem urodzonego w Wilnie Urbanowicza wszyscy byli Ślązakami, a i on podczas Narodowego Spisu Powszechnego w 2002 roku zadeklarował narodowość śląską. To bardzo istotne, bo przynależność do nacji, na którą od zawsze czyhali silni sąsiedzi – Niemcy i Polacy – wykształciła w nich hart ducha, poczucie odrębności i sztukę oporu. Artyści Oneironu czuli też powinowactwo z długą tradycją śląskich mistyków i wizjonerów. Śląską osobliwość kultywowali ze sznytem artystycznego undergroundu i kontrkulturowej rebelii lat 60.

Awangarda i alchemia

Śnialnia powstała w 1960 roku, kiedy Urszula Broll otrzymała, a w zasadzie wyszarpała od miasta przestrzeń strychową na pracownię artystyczną. Broll była w tym kręgu najbardziej utytułowaną artystką. Jeszcze jako studentka współtworzyła założoną w 1954 roku grupę ST-54. Katowice nazywały się wówczas Stalinogród, a uczelnia artystyczna nosiła miano Wydziału Grafiki Propagandowej. Grupa ST-54 była pierwszą polską formacją, która wyłamywała się z doktryny realizmu socjalistycznego i nawiązywała do awangardy. Stąd jej nieprawomyślne spotkania i wystawy odbywały się w prywatnych mieszkaniach. Tę tradycję przejął Oneiron i przeniósł ją na Piastowską.

Początki Pracowni związane były z sukcesami Broll i Urbanowicza na ogólnopolskiej scenie sztuki nowoczesnej. Było już po politycznej odwilży i abstrakcje awangardy stały się modne. Katowiczanie podjęli jej radykalne wcielenie: malarstwo materii, gdzie obrazy tworzyło się z wykorzystaniem piasku, odpadów i szmat. Młodzi, ambitni artyści szybko zderzyli się z układami i hierarchiami rynku. Równie szybko stwierdzili, że mają dość, jak mówili, sztuki zarządzanej z Krakowa i Warszawy. Doszli do wniosku, że centrum świata stanowi miejsce, w którym żyją i tworzą. Wkrótce potem to Kraków i Warszawa zaczęły przyjeżdżać na Piastowską. Pracownię odwiedzali m.in. kompozytor Henryk Mikołaj Górecki, tłumacz i ezoteryk Jerzy Prokopiuk, a osamotniony w Sanoku Zdzisław Beksiński uczynił Urbanowicza swym powiernikiem i potrafił wysłać do niego trzy listy dziennie.

Od połowy lat 60. Pracownia stała się areną działań kręgu Oneiron – określenie „krąg” dawało znać, że nie ma pośród nich hierarchii. Porzucili awangardę i zajęli się własnymi studiami nad zachodnią ezoteryką i alchemią. Nie ograniczali się do malowania – kręcili eksperymentalne filmy i pisali inspirowane snami opowiadania. Podczas samokształceniowych spotkań Broll czytała na głos pisma C. G. Junga, tłumacząc je na gorąco z niemieckiego, gdyż polskie wydania nie były jeszcze dostępne. To na Piastowskiej zaczęto wydawać, nielegalnie, w postaci powielanych maszynopisów, teksty Junga i Mircei Eliadego.

Owocem tamtych czasów jest kolektywne dzieło „Czarne Karty”, wystawiane też jako „Chaos”. „Chaos jawił się jako sojusznik wolności, obszar, który nie wyrzekł się tajemnicy” – napisał Urbanowicz. Cykl trzydziestu kart powstawał w latach 1967–69 i w istocie był grą, która miała integrować artystów, pobudzać ich wyobraźnię, dawać impulsy do przekraczania granic indywidualności i wypraw w nieświadomość. Dobrze to wszystko podsumowuje tytuł, który nadał swym wspomnieniom Stuchlik: „Wśród ludzi wolnych w kraju podległym”.

LSD i buddyzm

Śnialnia błyskawicznie odnalazła się w klimacie hippisowskiej kontrkultury. Głównymi aktywistami Pracowni stali się Urbanowicz i Waniek, którzy urządzali w katowickich galeriach zwariowane happeningi, a w zaciszu Piastowskiej wyruszali w jedne z pierwszych w Polsce tripów po LSD. Wydawali wtedy almanach „Nowe Bezpretensjonalne Pismo Święte”, publikowany w postaci teczek zawierających wycinki z prasy i własne ulotne druki, jak choćby tekst „LSD pod strzechy”, będący omówieniem książki „Leki w psychiatrii” Jana Jaroszyńskiego.

Z tego okresu pochodzą wielkie i dzikie płótna z malarstwem psychodelicznym Urbanowicza. Pracownia zaczęła przyciągać nowe, poszukujące pokolenie polskich hippisów. Bywali tam i chłonęli klimat m.in. filozof i eseista Tadeusz Sławek, późniejszy rektor UŚ, Jerzy Illg, przyszły szef wydawnictwa Znak, oraz poeci Ryszard Krynicki i Jarosław Markiewicz. Koncerty grywali Tomasz Hołuj i Jacek Ostaszewski z Osjana.

Tadeusz Sławek wspominał: „Kiedy człowiek przychodził na Piastowską i widział, jak Andrzej maluje w jaskrawych kolorach węże, fallusy, kosmiczne waginy, a potem wychodził na ulicę i trafiał w szarzyznę, był w tym rodzaj dowcipu, pokazania języka rzeczywistości. W Pracowni można sobie było przyswoić poczucie dobrego absurdu. Mam na myśli absurd à la Alfred Jarry, dadaiści, kultywowany jako sposób radzenia sobie z rzeczywistością, która pozbawiona była z definicji poczucia humoru”.

Duchowy głód pchnął artystów w stronę religii Wschodu. Na tym gruncie ich upór i konsekwencja przyniosły największy plon. To w kręgu Śnialni zaczęło się w Polsce realne praktykowanie zen. To tam powstało, działające w myśl zasady DIY i w realiach PRL-u całkowicie nielegalne, wydawnictwo udostępniające pierwsze przekłady dzieł buddyjskich. Ze ścian Pracowni zniknęły psychodeliczne obrazy i zmieniła się ona w ascetyczną świątynię, gdzie organizowano warsztaty zen dla początkujących. Buddyjska Piastowska stworzyła niesamowitą sieć kontaktów. Przewinął się tam kwiat młodej inteligencji z całej Polski. Jej uczestnicy zostawali później terapeutkami i terapeutami, profesorkami i profesorami, mniszkami i mnichami buddyjskimi. Równocześnie Pracownia dostała się pod intensywną obserwację milicji – czytano przychodzącą tam korespondencję, werbowano w grupie donosicieli. Urbanowicz, który stał się liderem grupy, z prywatnych pieniędzy zarobionych na marynistycznych pejzażach wybudował w Górach Świętokrzyskich ośrodek buddyjskich odosobnień. Zaczęli pojawiać się nauczyciele z zagranicy, nie tylko mistrzowie japońskiego zen, ale też buddyzmu tybetańskiego i koreańskiego. Cały powojenny polski buddyzm rozwinął się z impulsu, który wyszedł ze Śnialni. Buddyści z Piastowskiej przez lata zabiegali o prawne uznanie w Polsce Koła Zen i udało się to osiągnąć w karnawale „Solidarności” w 1981 roku.

fot-Jerzy-Lewczyński-3.jpg
fot. Jerzy Lewczyński / archiwum Rafała Księżyka

Katowice bizarre

Kiedy krąg artystów zmienił się w grupę religijną, pojawiła się hierarchia, a wraz z nią problemy natury interpersonalnej. W połowie lat 70. dawna wspólnota przestała istnieć, Urbanowicz wyjechał na kilkanaście lat do Nowego Jorku, Broll przeprowadziła się w Karkonosze, gdzie dzieliła czas między duchową praktykę i tworzenie wywiedzionych z niej olśniewających akwarel. Waniek z kolei wędrował po Dolnym Śląsku, rozciągając śnialniowe poszukiwanie cudowności na tamten rejon. Jego eseje i obrazy odzyskały dla polskiej kultury obszar, który wówczas jeszcze miał niejasny status „ziem odzyskanych”. Na inspiracje opowieściami Wańka będzie się powoływać po latach Olga Tokarczuk. Halor z kolei stał się pisarzem regionalistą, przyglądającym się śląskiej geografii i kulturze z niecodziennej, śnialniowej perspektywy.

W 1993 roku, gdy na Piastowską powrócił Urbanowicz, zaczął się nowy rozdział w dziejach strychu. Tym razem jęły się tam ziszczać jego prywatne sny. W roli patrona Jung został zastąpiony przez Aleistera Crowleya, a sfera plastyczna poszerzyła się o działalność teatrów Oneiron 2 i Oneiron 3. Zainfekowany napotkaną w East Village kulturą bizarre, Urbanowicz przywiózł fascynację ekscesem i perwersją, ze szczególnym uwzględnieniem BDSM. To był znakomity test wolności w nowej Polsce epoki transformacji i artysta nieraz potykał się ze stróżami moralności. Lubił prowokować. Na V Triennale Sztuki Sacrum w Częstochowie wysłał psychodeliczny obraz zatytułowany „Wielka Pizda szczająca na świat”, a gdy organizatorzy wystawili go pod tytułem „XXX”, oskarżył ich o naruszenie praw autorskich.

Urbanowicz z satysfakcją zaczął przywoływać postać pochodzącego z Katowic Hansa Bellmera, który po pierwszej wystawie w rodzinnym mieście został aresztowany, a po przeprowadzce do Paryża zachwycił surrealistów. Założone przez niego w 2000 roku Towarzystwo Bellmer urządzało odczyty w podziemiach Sceny Kameralnej Teatru Śląskiego, gdzie Urbanowicz prowadził kawiarnię Cafe Bellmer. Koniec końców doprowadziło to do tego, że Katowice przyjęły Bellmera jako swą dumę, organizują poświęcone artyście festiwale, wystawy, konferencje.

W latach 90. stałymi gośćmi Pracowni byli m.in. dramaturg Ingmar Villqist, który napisał sztukę o ostatnich latach Urbanowicza „Echnaton i Eris”, muzyk Mieczysław Litwiński oraz plastycy Roman Maciuszkiewicz i Piotr Szmitke. Pewnego razu pojawił się tam Allen Ginsberg. W nowym wieku do inspiracji wyniesionych ze Śnialni przyznawali się m.in. pisarki Anna Cieplak i Olga Drenda oraz szef wydawnictwa Okultura, Dariusz Misiuna. Życie w Pracowni organizowała wówczas partnerka Urbanowicza, Małgorzata Borowska, dzięki której zaczęły się tam odbywać performance’y, koncerty i imprezy techno.

Furia w Śnialni

Urbanowicz zmarł w 2011 roku. Jego późne obrazy i kolaże opiewały „święty chaos” i ociekały erotyzmem, wszyscy zgodni byli jednak, że największym dziełem Urbanowicza pozostaje Pracownia. Patrycja Orzechowska, artystka wizualna, która odbyła rezydencję na Piastowskiej, napisała o tym miejscu: „Po bliższym przyjrzeniu się zgromadzonym tam przedmiotom, piętrzącym się przedmiotom, trudno znaleźć jakąś logikę tej kolekcji, wszystko spotyka się tu ze wszystkim i na równie ważnym lub nieważnym poziomie, jak w surrealistycznej przestrzeni”. Przez pewien czas strych borykał się z prozaicznymi problemami, jak zaległy czynsz, powstało jednak opiekujące się miejscem stowarzyszenie i uratowało je przed degradacją. Obecnie jest to przestrzeń rezydencji artystycznych, otwarta na wystawy i spotkania dyskusyjne.

Z twórców Śnialni dziś żyje już tylko Henryk Waniek, ale energia, którą wnosili na Piastowską oni i ich goście, wciąż oddziałuje. A inspiracje Śnialni dalece wyszły poza sferę sztuk plastycznych. W 2022 studenci UŚ w ramach Dni Awangardy przeprowadzili literacki eksperyment „Czarna karta”, inspirowany słynnym dziełem kręgu Oneiron. W 2023 ukazała się obszerna historia Pracowni „Śnialnia. Śląski underground”, autorstwa piszącego te słowa. Teatr Śląski zapowiada przeniesienie tej opowieści na scenę. Największym echem odbił się jednak projekt muzyczny zrealizowany w przestrzeni poddasza przez zespół Furia. Śląscy metalowcy, zainteresowani ezoteryczną historią regionu, postanowili uchwycić „ducha miejsca” i w 2021 roku nagrali psychodeliczne słuchowisko „W Śnialni”. Wcześniej muzykę dedykowaną Pracowni grał legendarny trębacz polskiego off-jazzu Ziut Gralak. Słychać ją na wydanej w 2012 roku płycie „Piastowska 1” zespołu YeShe.

Pracownia, niezależnie od upływu kolejnych epok i kulturowych przemian, pozostała niezwykłą wyrwą w zastanej rzeczywistości, przejściem do sfery, w której wygrywa wyobraźnia.

Jakże to wszystko wciąż jest nam potrzebne!

snialnia_6507f95e9c77c.jpg
okładka książki "Śnialnia"

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz