Ostatni raz takie globalne wariactwo na punkcie filmowego dokumentu działo się 22 lata temu, przy premierze nagrodzonego Złotą Palmą w Cannes „Fahrenheit 9/11” Michaela Moore’a. Tyle że wtedy nikt nie przebierał się na Halloween za George’a W. Busha.
Tekst sponsorowany przez Gutek Film
A przecież „Zobaczysz wszystko” wcale nie miał być takim hitem. Po raz pierwszy pokazano go na festiwalu Telluride we wrześniu 2026 roku. Seans był tajny, film nie znalazł się nawet w programie festiwalu, widzowie przed wejściem musieli oddać smartfony, żeby tylko nie dzielić się światem z niespodzianką podczas seansu. Na pokaz podczas festiwalu w Toronto przybyli już jego twórcy, Nathan Fielder i Lance Oppenheim, umiejętnie podsycając plotki o rzekomym „seansie, jakiego jeszcze nie przeżyliście”. O „Zobaczysz wszystko” było coraz głośniej, ale bardziej w kontekście owej „tajemniczości” tytułu, którego praktycznie nikt jeszcze nie widział, za to wszyscy wiedzieli, że tu dzieją się na ekranie przeróżne rzeczy. Pewnym znakiem była postać Nathana Fieldera – w końcu wszystkie produkcje z jego udziałem mają dość zbliżony rys.
Tymczasem ludzie walili drzwiami i oknami. Niech przemówią liczby: przy budżecie ok. 7 mln dolarów „Zobaczysz wszystko” otworzyło się wynikiem 15 mln dolarów z zaledwie 855 kin. To drugi najlepszy debiut dokumentu niemuzycznego w historii, tuż za „Fahrenheit 9/11” z 2004 roku. W drugi weekend sprzedaż biletów nie spadła, tylko wzrosła o 28 proc. W trzeci, halloweenowy weekend film zarobił 11,4 mln dolarów i wskoczył na pierwsze miejsce amerykańskiego box office’u, wyprzedzając komiksowego „Clayface’a”.
Żaden dokument niezwiązany z muzyką nie był liderem od czasów Michaela Moore’a – oczywiście, pamiętamy o Taylor Swift. Ale to nie wszystko. 99 proc. pozytywnych recenzji w Rotten Tomatoes, ok. 97 punktów w Metacriticu i rekordowa średnia ok. 4,7–4,8 na Letterboxd. Nawet na naszym Filmwebie średnia ocen oscyluje wokół zupełnie nieosiągalnej dla wielu liczby 9.0/10. Branża poważnie rozważa, czy będzie to pierwszy dokument nominowany do Oscara w kategorii „najlepszy film”. Na ten moment pod rozwagę trzeba też wziąć wariant, w którym obraz Fieldera i Oppenheima wygrywa tę kategorię.
A propos Halloween. Najmodniejszy komplet tego sezonu? U pań: blond włosy spięte w kucyk, czerwona szminka czarny golf. Panowie zakładają tanie spodnie, tani niebieski sweter i tanie słuchawki na kablu. Fajnie, jakby włosy były lekko siwiejące. A już gdyby udało się ogarnąć coś, co przypomina identyfikator Theranosu, to w ogóle idealnie.Taki outfit jest przy tym dowodem na przynależność do pewnej grupy – może i wyglądamy normicko, ale przynajmniej albo już widzieliśmy film, albo wiemy, że warto go zobaczyć.
Celowo nie piszemy o fabule „Zobaczysz wszystko”, bo chyba nie ma wśród czytających osoby, która nie wiedziałaby, o co w tym chodzi. Być może natomiast nie wszyscy wiedzą, że Fielder w ogóle nie miał być obecny na ekranie. Dopiero później okazało się, że jego reakcje i zachowanie stanowią fantastyczne dopełnienie opowiadanej historii. Czy kamera faktycznie pokazuje prawdę, czy dokument zawsze jest w jakimś stopniu mistyfikacją? Czy my jako widzowie godzimy się z tym, czy jednak celowo dajemy się nabrać? To tematy obecne u Fieldera od dawna. Śmieszna sprawa, że chłop przy okazji powrócił do tradycyjnej szkoły dokumentu, opartej na długich ujęciach i powolnej, cierpliwej obserwacji bohaterów. Jak bardzo na kontrze jest to do tego, co w swoich Docsach oferują wiodące platformy streamingowe.
„Zobaczysz wszystko” jest sporym hitem także w Polsce. Pokazy przedpremierowe schodziły „na pniu”, trafiały się nawet kina, w których dokładano seanse na ostatnią chwilę, na przykład w nocy albo na wczesne godziny poranne. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że będzie to najbardziej kasowy zagraniczny dokument w dziejach krajowego box office’u. Najlepiej, że oficjalna premiera jeszcze przed nami – 6 listopada.
Podobno na niektórych seansach trzeba było uciszać widzów, którzy szeptali między sobą w temacie analizy tego, co właśnie oglądają. Kino żyje, po prostu.
Tekst sponsorowany przez Gutek Film
