Szukamy odpowiedzi na pytanie: jak Jay-Z radzi sobie jako biznesmen?

Zobacz również:Steez wraca z Audiencją do newonce.radio! My wybieramy nasze ulubione sample w trackach PRO8L3Mu
jaygl.jpg

Pozycja Jaya-Z jako jednego z najlepszych raperów wszech czasów jest niekwestionowalna, za to w roli biznesmena idzie mu różnie.

I'm not a businessman, I'm a business, man – zadeklarował kiedyś Jay-Z. Rzeczywiście, trudno o bardziej znaczącą postać, jeśli chodzi o przemianę hip-hopu w zagłębie średnio rozgarniętych biznesmenów. Własna wytwórnia, linia odzieżowa, udawana emerytura, machlojki przy liczbie sprzedanych egzemplarzy płyt dla lepszego efektu wizerunkowego, robienie biznesu z własnego dziecka... Hova ma na koncie wiele rzeczy, które obecnie spędzają sen z powiek rapowym przedsiębiorcom.

Ostatnio po raz kolejny można było przypomnieć sobie o jego długiej i miejscami pokrętnej historii z biznesem, kiedy dobił targu z NFL. A że ta historia wróciła w najdziwniejszy z możliwych sposobów po Super Bowl, w trakcie którego Jay i Beyonce siedzieli w trakcie hymnu Stanów Zjednoczonych (na marginesie: nacjonalizm Amerykanów jest zabawny i upiorny jednocześnie), to postanowiliśmy przyjrzeć się kilku jego biznesowym wyprawom.

1
Rocawear, czyli epopeja Dame Dasha

Dawny biznesowy partner Jaya, który razem z nim i Kareemem „Biggsem” Burkiem założył wytwórnię Roc-A-Fella i markę odzieżową Rocawear, ma wiele za uszami. Dame Dash to egotyk, który nie potrafi panować nad emocjami, a do tego bajkopisarz pierwszej wody – ale też jedna z wielu ofiar biznesowej bezwzględności Hovy. Cała akcja związana ze sprzedażą Roc-A-Fella Records wytwórni Def Jam jest interesującym rozdziałem w historii hip-hopu. Już wtedy Dame miał problemy z Jayem, ale dopiero sprzedaż firmy odzieżowej Rocawear Iconix Brand Group przelała czarę goryczy. Hova zdystansował się od marki, obniżając jej wartość, co doprowadziło do tego, że Dash sprzedał swoje udziały. Chwilę później Jay oddał firmę Iconix za grube miliony.

Sytuacja wokół Rocawear i Roc-A-Fella do dzisiaj boli bohatera tego fragmentu, który w wielu wywiadach podkreśla, że Hovie nie wolno ufać. W rozmowie z No Jumperem powiedział: Everybody in the industry know that Jay ain’t shit. Jakkolwiek trudno się zdobyć na sympatię wobec Dasha, tak sposób, w jaki Hova potraktował zarówno jego, jak i Biggsa przy sprzedaży swoich marek, pokazuje biznesowe okrucieństwo rapera. Ironiczną wisienką na torcie jest fakt, że Jay-Z w zeszłym roku odkupił własność intelektualną Rocawear.

2
Streamingowy pionier

W 2006 roku, kiedy Jay-Z był szefem wytwórni Def Jam, singiel z jego nadchodzącego albumu Kingdom Come wyciekł do radia. Wściekłość rapera była przeogromna – i to do tego stopnia, że zaczęły pojawiać się informacje o zaangażowaniu w sprawę FBI. Trzy lata później Hova postanowił zabezpieczyć się przed podobnym losem przy okazji swojego albumu The Blueprint III. W zamian za bardzo, ale to bardzo złą reklamę, jeden z pierwszych serwisów streamingowych Rhapsody pokazał światu album przed premierą. Nie był to wielki sukces, biorąc pod uwagę ówczesną rynkową pozycję choćby iTunesa, który znacząco dominował nad wspomnianym. Oczywiście to nie koniec niezbyt udanych wycieczek Jaya w streaming – TIDAL, mimo sprawiedliwych stawek dla artystów i wysokiej jakości dźwięku, nie podbił świata i przegrywa obecnie nawet z... Pandorą.

3
Hova schowany w telefonie

W 2013 roku Jay szykował coś specjalnego na premierę albumu Magna Carta Holy Grail. Razem z Samsungiem załadował album na milion urządzeń koreańskiej firmy – dzięki apce można było ściągnąć materiał trzy dni wcześniej. Niestety aplikacja nie zadziałała do końca dobrze; wiele osób nie mogło dostać się do muzyki, a dodatkowo pojawiły się kontrowersje związane z prywatnością użytkowników i użytkowniczek.

To była także pierwsza próba majstrowania rapera przy liczbie sprzedanych płyt, bo w teorii Samsung kupił milion egzemplarzy. RIAA musiało zmienić zasady certyfikacji, bo okazało się, że album może stać się platynowy przed premierą (co prawda dzięki niezłym fikołkom, ale wciąż). Coś, co miało być wielkim zwycięstwem, okazało się lekką wizerunkową rysą. Chichot historii dał o sobie znać rok później, gdy U2 również próbowało wrzucić swoją muzykę na telefony – bo finał tej akcji był jeszcze gorszy.

4
Platynowa płyta? Da się ogarnąć!

W dobie łączenia sprzedaży płyt z biletami na trasy, ciuchami, a nawet napojami energetycznymi (pozdro DJ Khaled), niewiele nas dziwi. Ale to Jay-Z jako pierwszy postanowił spróbować nieszablonowej strategii. Jak wspominaliśmy, akcja z Samsungiem była średnio udana wizerunkowo, ale zmusiła RIAA do odpowiedniej certyfikacji, więc obrotny biznesmen z ulicy postanowił powtórzyć zabieg.

Operator komórkowy Sprint kupił milion egzemplarzy albumu 4:44 do darmowego odsłuchu dla swoich klientów. No i bang, kolejna platynowa płyta! Co prawda dzięki poprzednim wygibasom RIAA uściśliła, że wystarczająco dużo ludzi musi wyrazić chęć słuchania albumu, żeby to się wydarzyło, ale dzięki magii liczb (oszacowano, ilu klientów Sprinta posłuchało albumu) platyna wpadła w ręce Jaya po 6 dniach. To się nazywa łeb do interesów!

5
Działacz społeczny

Nie można odmówić Jay’owi tego, że pomógł w wielu medialnych sprawach: wsparł mediacje Wayne’a i Lil Uzi Verta, kiedy ci walczyli z wytwórniami o prawo do wydawania swojej muzyki, a także służył pomocą prawną 21 Savage'owi i Meek Millowi. Ale jego deal z NFL wzbudził wiele kontrowersji w świecie rapu, mimo że rzekomo wynikał z tych samych szlachetnych pobudek. Dlaczego Hova dobił targu z rasistowską organizacją, która ukarała Colina Kaepernicka? – pytało wielu. Jay-Z skłamał, że kontaktował się z obozem futbolisty i powiedział: jesteśmy już poza klękaniem (Kaepernick klęczał w trakcie hymnu na znak protestu przeciwko brutalności policji wobec czarnej społeczności). Deal z NFL jest przede wszystkim korzystny dla Roc Nation – Jennifer Lopez i Shakira, które wystąpiły w trakcie ostatniego Super Bowl, są klientkami firmy Jay’a.

Sam raper twierdzi, że współpraca z NFL pozwoli na krzewienie świadomości o istotnych dla czarnej społeczności sprawach. I rzeczywiście, w trakcie Super Bowl pojawiła się ważna wiadomość dotycząca policyjnych zabójstw. Cała sprawa jednak trochę śmierdzi, a dodatkowo nie pomógł fakt, że Jay i Beyonce siedzieli w trakcie hymnu na Super Bowl – chociaż raper tłumaczy się, że po prostu nie słyszeli, co się dzieje. Dziwne zachowanie Hovy sugeruje, że nie do końca wie, jak poradzić sobie ze złą opinią, która snuje się za jego biznesami. Ale jeśli historia jest tu jakąś nauczycielką, to raczej ujdzie mu to na sucho.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz, muzyk, producent, DJ. Od lat pisze o muzyce i kulturze, tworzy barwne brzmienia o elektronicznym rodowodzie i sieje opinie niewyparzonym jęzorem. Prowadzi podcast „Draka Klimczaka”. Bezwstydny nerd, w toksycznym związku z miastem Wrocławiem.