Pozycja Jaya-Z jako jednego z najlepszych raperów wszech czasów jest niekwestionowalna, za to w roli biznesmena idzie mu różnie.
I'm not a businessman, I'm a business, man – zadeklarował kiedyś Jay-Z. Rzeczywiście, trudno o bardziej znaczącą postać, jeśli chodzi o przemianę hip-hopu w zagłębie średnio rozgarniętych biznesmenów. Własna wytwórnia, linia odzieżowa, udawana emerytura, machlojki przy liczbie sprzedanych egzemplarzy płyt dla lepszego efektu wizerunkowego, robienie biznesu z własnego dziecka... Hova ma na koncie wiele rzeczy, które obecnie spędzają sen z powiek rapowym przedsiębiorcom.
Ostatnio po raz kolejny można było przypomnieć sobie o jego długiej i miejscami pokrętnej historii z biznesem, kiedy dobił targu z NFL. A że ta historia wróciła w najdziwniejszy z możliwych sposobów po Super Bowl, w trakcie którego Jay i Beyonce siedzieli w trakcie hymnu Stanów Zjednoczonych (na marginesie: nacjonalizm Amerykanów jest zabawny i upiorny jednocześnie), to postanowiliśmy przyjrzeć się kilku jego biznesowym wyprawom.
