
Kiedyś Man Of The Year, a teraz? Czy debiut Schoolboy’a był lepszy od ostatniego albumu? Przesłuchaliśmy wszystkie materiały raz jeszcze i uszeregowaliśmy je od najsłabszego do najmocniejszego.
Schoolboy Q to człowiek grający koncerty w skarpetkach i raper, którego chyba nie da się nie lubić. Gra w golfa, ma prześmiewczy bromance z Tylerem, The Creatorem i A$AP Rockym, mówi się, że ma uroczą rodzinę. Schoolboy to jednak przede wszystkim gangsta raper z zachodniego wybrzeża z melodyjnym sznytem.
Członek jednej z najbardziej jakościowych ekip w amerykańskim rapie, jaką bez wątpienia jest Top Dawg Entertainment (obok Kendricka, Jay Rocka czy Ab-Soula) wykazuje się niesłychaną wręcz umiejętnością… utrzymywania poziomu swoich kolejnych albumów. Żadna z jego płyt nie jest co prawda ideałem, żadnej nie dalibyśmy nawet 9/10, ale… większość z nich jest na tyle dobra i posiadająca jedyny w swoim rodzaju vibe Schoolboy’a, że chętnie do nich wracamy. Która z nich jest przez nas odpalana najrzadziej, a która najczęściej? Oto nasz subiektywny ranking wszystkich pięciu płyt SzkolnegoChłopca Q.
5. Setbacks
25-letni Quincy Matthew Hanley zdążył już naprawdę dużo przeżyć. Urodził się w Niemczech, a po przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych przez kilka lat mieszkał w Teksasie, żeby finalnie osiedlić się na Hoover Street w Los Angeles. Już w wieku 12 lat młody Schoolboy został wcielony w szeregi lokalnych Cripsów – 52 Hoover Gang, gdzie parał się przeróżnymi nielegalnymi procederami – od sprzedawania narkotyków (głównie oksykodonu, a przez jakiś czas też cracku i marihuany) po włamania. Za taki właśnie włam został skazany na 6 miesięcy więzienia, z czego połowę spędził w areszcie domowym. Ponad wszelką wątpliwość – gdyby nie muzyka, Schoolboy zapewne uwikłałby się w znacznie większe kłopoty z prawem.
Setbacks to zatem album terapeutyczny. The concept behind Setbacks was all the shit that’s the reason why I can’t rap. The reason I can’t accomplish what I want to accomplish is because I’m doing all this dumb shit – mówił o swoim debiucie raper. Setbacks to zatem prawdopodobnie najważniejsza płyta dla samego Schoolboy’a, ale to także krążek, który nie zestarzał się zbyt dobrze. Przeplatające się w ostrych bangerach (Kamikaze, WHat’s THa Word)i lżejszych piosenkach (Cycle, To THa Beat, Fantasy) gorzkie motywy to narracyjna oś całego albumu, która pomimo swojej autentyczności, w połączeniu z nużącymi niekiedy produkcjami, jest monotonna. Setbacks jest albumem, którym Schoolboy pokazał się szerszej publiczności nie owijając niczego w bawełnę. Aha – no i nie możemy zapominać, że na debiucie Szkolnego Chłopca znalazł się prawdopodobnie najlepszy do dziś track od Black Hippy – Rolling Stone.
4. CrasH Talk
CrasH Talk to najnowszy krążek Schoolboy’a z 2019 roku, teasowany solowym Numb Numb Juice, CHopstix z Travisem Scottem i Floating z 21 Savage’em. W naszym zestawieniu – jak na całkiem świeże wydawnictwo – zajmuje niechlubne, przedostanie miejsce. Dlaczego? CrasH Talk to dobry album – nie zabrakło na nim charakterystycznych dla Schoolboy’a elementów (gangsterska nawijka, charakterystyczne flow, pośpiewywane linijki, anaforyczne podbitki), to całkiem niezłe teksty i kilka niemałych hitów (Chopstix, Floating, Water). W czym zatem leży problem?
Problemem z CrasH Talk jest stosunek oczekiwań względem finalnego produktu. Ostatnie wydawnictwo Schoolboy’a było bowiem zawodem dla wielu fanów i krytyków – to kolejny tytuł po świetnym Blank Face LP z 2016, na którym raper pokazał szczyt swoich możliwości twórczych, co jeszcze wówczas wskazywało na tendencję wzrostową. Niestety okazało się, że Schoolboy… osiadł na laurach. CrasH Talk nie oferuje zbyt wielu momentów godnych zapamiętania, a już na pewno takich, które same w pamięć zapadają. Słuchając tego albumu skupiamy się raczej na świetnych featach, które w sporym stopniu ukradły album gospodarzowi. Travis swoją zwrotką i refrenem na CHopstix, 6lack croonerskim śpiewem na Drunk, Ty Dolla $ign wpadającym w ucho refrenem, a YG angażującą zwrotką na Lies, czy w końcu oferujący nieco inne podejście do tematu i produkcji 21 Savage na Floating.
3. Habits & Contradictions
Rok po swoim debiucie Schoolboy doskonale wiedział, co należy zrobić, żeby skupioną na sobie dzięki Setbacks uwagę utrzymać jak najdłużej. Zrobił to w stylu, który właśnie w tamtym momencie przylgnął do niego – zdaje się – na stałe. To stylówa ex-gangstera zajawionego robioną przez siebie muzą do tego stopnia, że charakterystyczny vibe wylewa się z każdego zakątka Habits & Contradictions. To bez wątpienia najlepiej płynący album Q, gdzie nie da się narzekać ani na produkcje, ani na ich wykorzystanie. Elektroniczne akcenty spowijają cały album, skoncentrowany na bezwzględnych bangerach pokroju There He Go, jednego z najlepszych tracków do wożenia się furą po mieście – Hands on the Wheel czy niezwykle udanego follow-upu do Druggys Wit Hoes – Druggys Wit Hoes Again. He Nasty!
W końcu Habits & Contradictions to album, na którym Schoolboy udowodnił istnienie pewnego oksymoronu (hehe) – że muzyczna dezynwoltura nie musi być negatywnym sformułowaniem. Schoolboy zdaje się być bowiem przez cały krążek leżeć na kanapie z blantem w ręku, nie siląc się na niepotrzebne punchlinne’y, a raczej snując swoją opowieść w przeróżnych stylach, budując przy tym kalejdoskop flow. To właśnie po tej płycie wszyscy mówili There he go! Schoolboy, there he go!
2. Oxymoron
Gdyby zapytać średnio ogarniętą w twórczości Schoolboy’a osobę o wymienienie kilku największych hitów Kalifornijczyka, to obstawiamy, że zestaw wyglądałby mniej więcej tak: Gangsta, Collard Greens, Studio, Hell Of A Night, Man Of The Year. Wszystko dzięki temu, że Oxymoron to krążek naszpikowany bangerowymi hitami, których nie da się zapomnieć. Gangsta to numer do szpiku kości w stylistyce Schoolboy’a – ostry, g-rapowy, bez zbędnych upiększeń. Collard Greens to oda do gotówki i legendarna już współpraca Schoolboy’a z Kendrickem lecącym po angielsku i hiszpańsku. Studio? Niespodziewana wolta, kiedy to gangster z Hoover Street bawi się w love songi – i to zaskakująco udanie. Hell Of A Night to z kolei numer, którego nawet w 2020 nie powstydziłby się żaden klub grający hip-hop.
Oxymoron był też próbą wyrównania sukcesu wydanego dwa lata wcześniej przez kolegę z wytwórni Good Kid, M.A.A.D. City. I gotta be better than his shit or just as good. It has to be just as good or better. Kendrick, at the rate he doin and progressin’ in this music, is inspiring. It’s crazy. I’m glad he dropped. If he didn’t drop that album, there’s no telling how good my album woulda been – mówił. Okazało się, że zdrowa rywalizacja to niewątpliwie go-to Schoolboy’a – Oxymoron może nie nadaje na takich samych jak GKMC falach i nie sposób tych dwóch albumów porównywać, ale to zdecydowanie jedna z najlepszych rapowych płyt 2014 roku. Dzięki Oxymoronowi Schoolboy wbił się bez pytania do topki zachodniego wybrzeża, pokazując jak jakościowo robić uliczny gangsta rap i łączyć go z nocnym życiem rapowych klubów, a także pościelowymi próbami. Tym krążkiem Q zdecydowanie rozbił bank.
1. Blank Face LP
Ale jak to, Blank Face jako najlepszy album Schoolboy’a Q? Przecież to Oxymoron jest najbardziej chwalonym wydawnictwem – niewiele na nim negatywnych momentów, goście spisali się na dziesiątkę, a gospodarz pokazał, że jest jedną z najciekawszych postaci na amerykańskiej scenie rapowej. No tak, ale na Oxymoronie nie pokazał się z tak świadomej swojej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości strony. Nie pokazał tak dobrych linijek, nie dobrał tak nieskazitelnie gości. W końcu – nie zachował konceptu tak spójnego, że płytę moglibyśmy spokojnie wymienić w topce najlepszych gangsta rapowych krążków wszech czasów. Blank Face może i nie ma tylu hitów, ile poprzedniczka, ale za to nadrabia wszędzie tam, gdzie Oxymoron nie domagał.
Żeby w pełni zrozumieć, co Schoolboy miał do przekazania swoim Blank Face, a także dlaczego to gorzki album, trzeba poznać kontekst jego powstania. Q był już po wydaniu debiutu, H&C, a także po konkurującym z Kendrickiem Oxymoron. To moment jego największej do te pory popularności, co wiąże się z masą kasy i jeszcze większą ilością obowiązków. W okolicach wydania trzeciego albumu zaczęły się poważniejsze problemy z narkotykami, a do presji społecznej doszedł jeszcze aspekt ojcostwa, które stało się dla Schoolboy’a bardzo ważne. Wyjeżdżając w trasy koncertowe Q omijał ważne dla swojej córki wydarzenia, co stało się dla niego głównym powodem zmiany stylu życia. Różnica między. Schoolboy’em z 2014, a tym z 2016 roku jest kolosalna – nie tylko pod względem tuszy (sporo schudł), ale najważniejsza zmiana nastąpiła w jego systemie wartości.
Na Blank Face Schoolboy rozlicza się ze swoją przeszłością w dojrzały sposób, zauważając wszelkie tendencje i procesy, które doprowadziły do ważnych życiowych decyzji – przede wszystkim wstąpienia w szeregi Cripsów (By Any Means). To także album niemal doskonały pod względem stricte muzycznym – Schoolboy dostarczył prawdopodobnie najbardziej jakościowe linijki w swojej karierze, oferował różnorodne flow bez problemu i krzty żenady przeskakując między melorecytacją w swoim, gangsterskim stylu, do melodyjnego podśpiewywania. Gigantyczną robotę zrobili tu też producenci, dostarczając Schoolboy’owi najbardziej zróżnicowane beaty w całej jego dyskografii – Sounwave (doskonałe Ride Out i JoHn Muir, a także Blank Face), Tyler, The Creator (Big Body), Swizz Beatz (Lord Have Mercy), The Alchemist (Kno Ya Wrong), Metro Boomin (Dope Dealer) czy DJ Dahi (Neva Change). Blank Face to też featy bez pudła – zapadający w pamięć Kanye West (okay, okay, okay, okay, okay, okay), równie gangsterski co Schoolboy Vince Staples, klimatyczny Lance Skiiiwalker czy czujący się jak ryba w wodzie na beacie do Blank Face Anderson .Paak. Przedostatnia płyta Q to materiał, do którego wracamy zdecydowanie najczęściej.