Żyto: 20 lat tłumienia emocji używkami (ROZMOWA)

zyto.jpg
fot. okładka "KEEP HIM AT BAY"

Z Żytem złapaliśmy się na wywiad w idealnym momencie: 29 maja ukazał się jego nowy album „KEEP HIM AT BAY”... ale my nie tylko o nim. Bo także o terapii, aplikacjach randkowych i nagrywaniu „Nienawiści” na VHS.

Co sprawiło, że zdecydowałeś się pójść na terapię?

Uznałem, że chcę poukładać sobie w głowie pewne sprawy. Pochodzę z rodziny, w której ojciec pił. Moi rodzice rozwiedli się, kiedy byłem małym chłopcem, wychowywała mnie mama, z którą często się kłóciłem. Miała swoją wizję mnie. Poszedłem na terapię, żeby zmienić pewne schematy z dzieciństwa. W moim przypadku nie chodziło o problemy z używkami, bo największy miałem z alkoholem, który przestałem pić 10 lat temu. Od tego czasu nie piję i nie ciągnie mnie do niego... no dobra, zdarzyło mi się po drodze może dwa razy napić szampana, ale to tyle.

Pamiętasz dzień, kiedy postanowiłeś, że chcesz coś zmienić?

To było w zeszłym roku, we wrześniu. Tego dnia, kiedy postanowiłem, że idę na terapię, miałem zjazd nastroju. W międzyczasie porozmawiałem z koleżanką, która chodziła na terapię i utwierdziła mnie w przekonaniu, że powinienem spróbować. Była nawet zdziwiona, że nie zrobiłem tego wcześniej. Kiedy znalazłem się w gabinecie i zacząłem opowiadać swoją historię, usłyszałem: „Niezły z pana przypadek – 20 lat tłumienia emocji używkami” i że w pierwszej kolejności powinienem zacząć od terapii uzależnień.

Posłuchałeś?

Doradziła mi, żebym poszedł na terapię grupową. Musiałem się zakwalifikować, więc kiedy się udało, wszyscy podsumowali to tekstem: „No brawo, zakwalifikował się pan” (śmiech). Najzabawniejsze jest to, że przespałem spotkanie grupy. Na początku chodziłem na indywidualne zajęcia, bo na grupę trzeba czekać. Zadzwonili do mnie, co się ze mną dzieje, więc powiedziałem, że wróciłem do zabawy i chyba się nie nadaję na tę terapię. A babka uznała, że tym bardziej powinienem przyjść. Dostałem trzecią szansę i też zaspałem. Finalnie nie poszedłem ani razu, więc mnie z niej wyrzucili.

Alkohol chyba też dawał ci przedtem wiele szans. Miałeś poczucie, że twój limit szczęścia powoli się kończy?

Miałem dużo sytuacji granicznych – skakanie z pociągu, złamane ręce, nosy, izby wytrzeźwień. Koledzy, którzy wjechali po pijaku w drzewo, ktoś dostał padaczki, inny żółtaczki, ktoś umarł – cały czas coś się działo. Dookoła mnie był przesiew. Do tego jakieś przelotne przygody z dziewczynami, kiedy na drugi dzień budziłem się i mówiłem do siebie: „Co ja zrobiłem?!”. Czułem, że mój limit szczęścia jest już wyczerpany, bo – tak naprawdę – nigdy nic poważnego mi się nie stało.

Porzucenie alkoholu było w jakimś stopniu powiązane z twoją wyprowadzką z Częstochowy?

Trochę tak. Czasami wpadam do Częstochowy i docierają do mnie plotki o osobach, które kontynuowały mój styl życia i nie wyszły na tym dobrze. Częstochowa zawsze wydawała mi się zbyt mała i czułem, że w Warszawie będzie mi lepiej.

Jak dziś wygląda twoja relacja z Częstochową?

No wiesz... miasto się wyludnia, nie ma tam żadnych fajnych restauracji. Zastanawiałem się ostatnio, czy byłbym w stanie znowu tam zamieszkać i może na stare lata wrócę. Teraz? Byłoby mi trudno się tam odnaleźć.

A Warszawa ci się nie znudziła?

Polska ogólnie mi się znudziła i trochę mnie denerwuje. Nie lubię pogody, jaka tu jest przez większą część roku, ale to tylko jeden z wielu powodów. Cały czas jakieś nowe prawa, ludzie kłócą się o wszystko, te wszystkie dziwne mody. Zresztą kiedyś jakaś wróżka powiedziała mi, że zawsze będę tak miał — pomieszkam w jednym miejscu kilka lat, zacznę się dusić i będę musiał się przenieść.

Z kobietami też tak masz? Nie, to jest coś innego. Teraz wiem już, czego szukam i dziś mam coś takiego, że nie przymykam oka i nie mam myśli w stylu: „a, jakoś tam będzie”.

Jak wyglądałyby twoje teksty, gdyby nie kobiety?

Na tej pierwszej płycie nie miałem ich zbyt wiele, bo byłem w związku.

Może i tekstów nie było zbyt wiele, ale kobieta była na okładce.

Moja była dziewczyna. Zabawna historia, bo niedawno rozmawiałem z koleżanką, która powiedziała mi, że spotkała w pociągu typa, rozmawiała z nim i w pewnym momencie zeszli na mój temat. Powiedział jej, że robił to zdjęcie, a to fotografia zrobiona telefonem na balkonie we Wrocławiu (śmiech). Przecież kobiety, zazdrość, zdrada to uniwersalne tematy. Słuchaj, na pewno bym coś wymyślił, bo nie mam problemów z pisaniem tekstów — idzie mi to sprawnie.

Na przestrzeni lat zmieniło się twoje postrzeganie kobiet?

Widzę pewne schematy zachowań. Wiele razy słyszałem od kobiet teksty w stylu: „Taki fajny chłopak, wszystko dla mnie robi, porządny, dba o mnie”... a mówią to w momencie, kiedy z nim zerwały albo planują zerwać. Dużą rolę odgrywają tu media społecznościowe. Ludzie mają świadomość, że kiedy ktoś zaczyna ich denerwować, to mogą szybko znaleźć zastępstwo.

Do ciebie też piszą?

No właśnie pisze ich mało. Polki takie nie są, chyba że ktoś jest megagwiazdą. Wiele osób myśli, że do mnie kobiety wypisują, bo jestem artystą — tak nie jest. Czasem jestem na jakichś apkach randkowych, ale szybko mi się to nudzi, bo nie chce mi się gadać — wolę się spotkać. Przyznam, że może lepiej idzie mi niż kolegom, bo kiedy się odzywam, a druga strona widzi, że jestem artystą, działa to na plus.

Przesłuchałem kilka kawałków z twojej nadchodzącej płyty (rozmowa odbyła się przed premierą „KEEP HIM AT BAY”. – przyp. red) – może być zaskoczenie, że są tak refleksyjne oraz melancholijne.

Nie wiem, skąd teraz we mnie ten sentyment. Nigdy nie byłem typem, który siadał z kolegami i wspominał stare czasy — bardziej myślałem o tym, co by tu zrobić nowego. Część numerów powstała w moim słabszym okresie, w zeszłym roku, kiedy poszedłem na terapię i byłem lekko przybity. Mam sentyment do starszych filmów. Lubię kino gangsterskie albo filmy, jakie robili: Stanisław Bareja, Woody Allen czy Tarantino. Ktoś mi ostatnio powiedział, że jest taki film jak „Nienawiść” (śmiech). Do mnie z takim tekstem? Przecież nagrywałem go na VHS-ie. Mam wrażenie, że ludzie nie mają podstawowej wiedzy o klasykach typu „Pulp Fiction” i tym podobnych.

Mówimy o tym pół żartem, pół serio, ale czujesz, że twoje życie jest ułożone?

Na pewno mam jakąś wizję swojej przyszłości, wyznaczone cele i to jest super. Cieszę się też, że mogę robić muzykę. Wypracowałem odpowiedni system i nie kosztuje mnie to już tak wiele jak jeszcze niedawno. Z pisaniem nigdy nie miałem problemów, gorzej było z ogarnięciem całej tej otoczki.

O te klipy chciałem teraz podpytać, bo są proste i raczej niskobudżetowe. Nie myślałeś o rozbudowie scenariusza?

Za mało osób to ogląda i pewnie kosztowałoby to za dużo, żebym chciał się w to bawić. Na ten moment nie ma to sensu — gra niewarta świeczki. Mógłbym zaprosić na płytę znanych gości, którzy przyciągnęliby słuchaczy, ale nie chciałem do tego podchodzić w ten sposób. Robię swoją niszę — rap po godzinach, tak jak kiedyś.

Zaczęliśmy rozmowę od singla „20 lat tłumienia emocji używkami”, więc zakończmy ją również na nim. Jaki ślad na twojej psychice zostawił taki tryb życia?

Nie mam żadnych problemów psychicznych (śmiech). Kiedyś, gdy piłem alkohol, sportu w moim życiu było mniej, teraz jest go więcej, więc fizycznie czuję się dobrze. Jak na tryb życia, jaki prowadziłem, jest git (śmiech).

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz